poniedziałek, 28 listopada 2016

Rozdzial 17 - Przeszczep

Selena Bieber

Stanelam przed drzwiami pod ktore zaprowadzila mnie moja przyjaciolka. Nie moglam uwierzyc moim oczom. Justin lezal na lozku szpitalnym i byl podlączony do aparatur.
- Mowilam - odezwala sie cicho blondynka ktora stala przy moim boku.
- On naprawde chce to zrobic - wyszeptalam wciaz niedowiezajac.
- Jest ojcem Jexona i go kocha. To znaczy was i zrobi wszystko abyscie byli szczesliwi - uslyszalam z ust przyjaciolki.
W moich oczach pojawily sie lzy zamrugalam kilkakrotnie aby sie ich pozbyc. Spojrzalam smutnym wzrokiem na Tay.
- Idz do Niego niech wie ze jestes przy nim - powiedziala spokojnym glosem poczym poslala mi delikatny i szczery usmiech.
Westchnelam cicho i delikatnie pchnelam drzwi do przodu. Drzwi otworzyly sie a ja weszlam do sali. Justin lezal bez ruchu a glowe mial obrocona w strone okna. Wygladal na zamyslonego.
- Moge ? - zapytalam cicho co spowodowalo ze Justin swoja uwage skupil na mojej osobie.
- Jasne - odpowiedzial z szerokim usmiechem poczym poklepal na lozku miejsce. Powoli podeszlam do lozka poczym usiadlam na nim.
Przez chwile patrzylam na Justina bez slowa. Jego twarz byla zamyslona i blada.
- Jak sie czujesz ? Blado wygladasz  - zapytalam z troską. Na moje pytanie Bieber slabo sie usmiechnął. Widac bylo ze czuje sie nienajlepiej.
- Lekarze pobierali mi duzo krwi a wiesz dobrze - zaczal
- Ze tego nie lubisz - dokonczylam za niego.
- Własnie - mruknął cicho.
Miedzy nami zapadla niezreczna cisza.
- Nie musiales.. - nie dokonczylam bo poczulam palec Justina na swoich ustach.
- Shee. Chce to zrobic dla Jexona. To moj syn - powiedzial doskonale wiedzac co chcialam powiedziec ale nie bylo mi dane.
- Kocham Go tak samo jak ty. Wiem dobrze ze gdyby mu sie cos stalo to bez niego nie bylabys szczesliwa - wyszeptal a w jego brązowych oczach pojawily sie lzy.
- Dziekuje - odpowiedzialam nie mogac odpowiedziec nic innego.
- Nie moglbym zyc wiedzac ze jestes nieszczesliwa - zaczal.
Doskonale wiedzialam do czego zmierza. Nie bylam gotowa na taka rozmowe.
- Justin - mruknelam patrzac wprost jego cudowne oczy ktore tak kocham.
- Nic nie poradze na to ze was kocham. - odpowiedzial chwytając moja dlon w swoja poczym przylozyl ją do swoich ust i delikatnie pocalowal. Kąciki moich ust uniosly sie mimowolnie.
- Kocham Cie Selena - wyszeptal.
- Cornelia byla jedna wielka pomylka a ja zniszczylem naszą rodzine - dodał. Po jego policzku splynela samotna lza. Wiedzialam ze Justin zaluje tego co zrobil. Mimo tego wszystkiego co mi zrobil nadal go kocham i nie potrafie o nim zapomniec. Moze to nie wlasciwy czas ale chce mu to powiedziec.
- Justin wiem ze tego zalujesz i powiem ci ze to co zrobiles mnie zranilo - zaczelam.
Justin patrzyl na mnie z szeroko otwartymi oczami i zdawal sie sluchac uwaznie.
- Wiem . Przepraszam - mruknal przerywajac mi.
- Czy ty zawsze musisz mi przerywac ? - zapytalam oburzona.
- Przepraszam juz nie bede - zasmial sie.
Gdy chcialam otworzyc usta i znowu zaczac mowic. Ponownie mi przerwano.
- Panie Bieber jedziemy na zabieg - powiedzial lekarz prowadzacy wchodzac do sali. Szybko wstalam z miejsca i stanelam niedaleko lozka na ktorym lezal moj maz.
- Panie doktorze dlugo to bedzie trwac ? - zapytalam czujac niepokoj.
- Nie wiem tyle ile bedzie potrzeba - odpowiedzial wolajac gestem dloni dwie pielegniarki ktore niemalze natychmiast pojawily sie w sali.
Justin zostal wywieziony na lozku na korytarz.
- Prosze sie nie martwic - oznajmil pocieszajaco lekarz.
Lozko wraz z Justinem ruszylo przez korytarz. A ja wraz za nimi. Po chwili Justin mial wjezdzac na sale gdzie bedzie odbywal sie przeszczep. Na tyle ile moglam zauwazyc moj syn juz tam zostal przewieziony. Odruchowo dlonie przytknelam do ust. Bylam przerazona.
- Justin czekam tu na was. Wrocimy do domu calą trojka - powiedzialam nie chcac aby Bieber zaczal zabieg nie wiedzac ze go kocham.
Jego oczy zablyszczaly a na ustach pojawil sie delikatny usmiech.
Drzwi od sali zamknely sie a ja zostalam sama na korytarzu szpitalnym. Bardzo sie balam o moich chlopakow.

Justin Bieber

Gdy uslyszalem te slowa z ust Seleny bylem najszczesliwszym facetem na ziemi. Wiedzialem ze tymi slowami chciala dac mi do zrozumienia ze sie zejdziemy ze da nam szanse. Gdy drzwi od sali zamknely sie poczulem lekki strach przed zabiegiem. Nie wiedzialem w jakiej kolejnosci co sie odbywa.
- Damy teraz panu maske tlenową - powiedzial lekarz przykladajac mi do ust gumiasta maske.
- Po co ? - zapytalem slabo.
- Tlen i po to aby pan spal - odpowiedzial poczym odszedl.
Przechylilem glowe w strone mojego synka. Lezal tak bezbronnie i wygladal na bardzo oslabionego mimo ze ciagle spal.
- Wszystko - bedzie dobrze synku - wyszeptalem w jego kierunku poczym poczulem silne zmeczenie i zamknelem oczy.

- Jestes najwspanialszym tatą na swiecie - krzyknal radosnie maly chlopiec rzucajac mi sie na szyje.
- A ty najwspanialszym synkiem na swiecie - odpowiedzialem radosnie poczym trzymajac w ramionach synka obkrecilem sie kilkakrotnie w koło wlasnej osi.
- Patrz mamusia idzie - krzyknal pokazujac palcem na kobiete niedaleko nas.
Skierowalem swoj wzrok na nią. To byla moja zona. Wygladala przepieknie jak zawsze. Miala ubrana zwiewna dosc dluga sukienke przez ktorą doskonale bylo widac jej zaokraglony brzuszek.
- Kocham was moi chlopcy - powiedziala gdy tylko stanela obok nas.
Polozylem swoją dlon na jej brzuszku i delikatnie zaczelem go glaskac.
- A my kochamy Ciebie i Jazmyn - odpowiedzialem z usmiechem.

Gdy otworzylem oczy oslepilo mnie mocne jaskrawe swiatlo przez co ponownie je przymknelem aby za moment znowu je otworzyc.
- Wszystko w porzadku ? - uslyszalem kobiecy glos.
Wzrok swoj skierowalem przed siebie a tam dostrzeglem pielegniarke.
- Jakos ujdzie - mruknelem czujac sie kompletnie slaby.
Kobieta usmiechnela sie na moje slowa. Powoli przenioslem swoje spojrzenie obok na lozko. Lecz nie widzialem na nim swojego syna. Przerazilem sie.
Najwyrazniej pielegniarka zauwazyla to poniewaz podeszla do mnie.
- Prosze sie uspokoic - poprosila grzebiac cos przy jednej maszynie.
- Co z moim synem ? - zapytalem majac nadzieje ze nic sie zlego nie stalo.
- Wszystko dobrze. Przeszczep sie udal teraz czekamy az maly sie wybudzi z narkozy - odpowiedziala. Na jej slowa westchnelem z ulga. Dziekowalem bogu ze wszystko sie udalo. I nie zabral nam syna.
- A moja zona ? - zapytalem ponownie pielegniarki gdy tylko przypomnialem sobie ze ona zostala na korytarzu gdy mnie zabrali tutaj.
- Pana zona miala badania bo zemdlala - odpowiedziala.
- Ale teraz siedzi juz przy malym - dodala z usmiechem.
Nie zastanawialem sie dlaczego Selena zemdlala bo odpowiedz byla prosta. Byla przemeczona i oslabiona przez to wszystko. Bylem szczesliwy ze teraz siedzi przy naszym synku.
- Prosze odpoczywac - poprosila pielegniarka poczym wyszla z sali.
Przymknelem oczy wyobrazajac sobie dzien w ktorym opuscimy szpital wraz z Jexonem i cala trojka zamieszkamy w domu ktory kupilem tuz przed slubem z Selena. Nie wiem kiedy usnelem.





2 komentarze:

  1. Ojoj ❤ genialny rozdział 💞 popłakałam się podczas czytania, a jestem akurat na uczelni 😘 mam nadzieję, że Selena wybaczy Justinowi i jego sen się spełni 💓 życzę dużo weny i czekam na next 🍀💎⭐😍

    OdpowiedzUsuń
  2. Genialny! Dobrze, że wszystko się ułożyło 💛💛💛Kocham to ff i mam nadzieję, że wszystko zakończy się happy endem. Czekam na next z niecierpliwością i życzę dużo weny 💗💗💗💗

    OdpowiedzUsuń