wtorek, 13 grudnia 2016

Rozdział 18 - Najwspanialsza nowina

Justin Bieber

Otworzyłem oczy powoli przyzwyczajając sie do swiatła ktore panowało w pomieszczeniu. Kilkakrotnie zamykałem oczy poczym ponownie je otwierałem. Gdy moje oczy przyzwyczaiły sie do jasnosci siegnelem dlonią na szafke obok mojego lozka szpitalnego biorąc z niej mojego smartfona. Spojrzałem na wyswietlacz ktory wskazywał godzine 11.30. Byłem w szoku ze tak dlugo spałem. Odlozyłem telefon spowrotem na szafke poczym powoli odkryłem z siebie cieniutką kołdre z zamiarem zmiany pozycji z lezacej na siedzącą.
Chciałem wstac z łożka i pojsc do pokoju mojego syna w ktorym zapewne takze znajduje sie Selena.
Usiadłem na lozku delikatnie wstając na nogi. Rana ktora powstala pod czas przeszczepu zaczela rwac przezco z moich ust wydobyl sie mimiowolnie cichy jek.
Powoli zaczelem stawiac kroki aby jak najszybciej oposcic sale.
Po kilku metrach wolnego kroku znalazlem sie na korytarzu. Nie zwracając na gapiow ktorzy przemiezali korytarz dzielnie dazylem do celu.
- Panie Bieber co pan robi ?! - uslyszałem za sobą kobiecy glos.
Przystanełem w miejscu odwracając się aby spojrzec na pielegniarke.
- Nie rozumiem - wymamrotałem spogladajac na kobiete.
- Pan musi lezec , odpoczywac a nie spacerowac po szpitalu - wyjasniła.
Westchnelem glosno poczym zacisnelem usta w waska linie.
- Ide do syna. Chce go zobaczyc - odpowiedziałem ponownie ruszając przed siebie.
Poczulem na swoim ramieniu dotyk dloni kobiety.
- Prosze usiasc zawioze pana - poinformowała mnie poczym wskazała na wozek. Nie protestując usiadłem na wskazane miejsce. Chcialem jak najszybciej znalesc sie przy swojej rodzinie.
Po kilku sekundach kobieta zatrzymała sie pod drzwiami od sali w ktorej lezał Jexon. Otworzyła drzwi wjezdzajac ze mna do srodka. Moja obecnosc w pokoju odrazu przykula uwage Seleny.
- Justin - szepnela podchodzac do wozka.
- Czesc Skarbie - wyszeptałem wstajac z wozka. Poczym bez slowa przytulilem drobne cialo brunetki. Czulem sie najszczesliwszym czlowiekiem na ziemi w tamtej chwili.
- Jak sie czujesz ? - zapytała Selena odsuwajac sie ode mnie.
- Bywalo lepiej ale daje rade - odpowiedziałem posylajac jej szczery usmiech.
- Jak mały ? - zapytałem natychmiast podchodzac do niego. Jexon spal wygladal na zmeczonego.
Chwyciłem jego drobną raczke poczym przysunelem ją do ust i pocalowałem.
- Lekarze mowią ze teraz już bedzie wszystko dobrze - odpowiedziała.
Spedzilismy z Seleną kilka minut w ciszy przygladając sie naszemu synkowi.
Wtedy przypomnialo mi sie jak lekarka mowila o tym jak Sel zemdlała. Postanowiłem sie dopytac dlaczego.
- Selena a ty jak sie czujesz ? - zapytałem uwaznie przygladając się jej twarzy.
Dziewczyna przegryzła dolna warge i wpatrywała sie we mnie bez slowa.
- Zemdlałas wczoraj to z przemeczenia prawda ? - dopytałem.
Brunetka przytaknela glową.
- To nie tylko dlatego Justin - odpowiedziała.
Nie rozumiejąc o czym ona mowi zmarszczyłem lekko brwi. Zastanawiajac sie nad inną przyczyną.
Dziewczyna ustala do mnie przodem i bacznie obserwowała mnie.
- Pamietasz jak spedzilismy ze sobą noc ? Wtedy gdy byles jeszcze z Cornelia - wyszeptała.
- Sel prosze cie nie rozmawiajmy o tym teraz - odpowiedzialem natychmiast.
Ona pokreciła glowa na boki a na jej ustach pojawil sie szeroki usmiech.
- Jestem w ciazy - dodała.
Z poczatku nie docierało do mnie co wlasnie uslyszałem. Stalem jak zamurowany.
- Wiem ze to nie najlepszy czas na drugie dziecko - oznajmila posyłając mi słaby usmiech.
- Zrozumiem jesli nie bedziesz nas chcial - dodała opuszczając wzrok na ziemie.
- Żartujesz ?! -zapytałem
- Ciesze sie ! Ogromnie sie ciesze kochanie - dodalem poczym objelem dziewczyne i wpilem sie w jej usta nie pytajac o zgode. Ku mojemu zaskoczeniu Sel oddala pocalunek.
- Ktory to miesiac ? - zapytałem konczac pocalunek.
- Początek trzeciego miesiaca - odpowiedziała poczym wtuliła sie w moj tors.
Kilka sekund stalismy w objeciach. Nie chcialem aby ta chwila sie konczyla.
- Będę miał siostrzyczke ? - uslyszelismy dzieciecy glos. Oboje z Selena natychmiast obrocilismy sie w strone Jexona.
- Synku - zawolala Selena przytulając i calując chlopca.
- Cześć smyku - przywitałem go czując jak po moich policzkach splywają lzy.
- To bede mial to rodzenstwo ? - dopytywal mały nie zwracając uwagi na mnie i na Selene.
Matka chlopca przytaknela glowa.
- Bedziesz miał rodzenstwo - odpowiedziałem sam nie mogąc uwierzyc w tą nowine.
- Supeeer ! - krzyknał radosnie chlopiec na co oboje z zona zaczelismy sie smiac.
Wtedy bylem pewien ze teraz wszystko sie ulozy. Ze cala nasza trojka wrocimy do domu i bedziemy szczesliwi. No z czasem bedzie nas wiecej o jedną osobę ale to bedzie najwspalnialszy czas spedzony w rodzinie.




poniedziałek, 28 listopada 2016

Rozdzial 17 - Przeszczep

Selena Bieber

Stanelam przed drzwiami pod ktore zaprowadzila mnie moja przyjaciolka. Nie moglam uwierzyc moim oczom. Justin lezal na lozku szpitalnym i byl podlączony do aparatur.
- Mowilam - odezwala sie cicho blondynka ktora stala przy moim boku.
- On naprawde chce to zrobic - wyszeptalam wciaz niedowiezajac.
- Jest ojcem Jexona i go kocha. To znaczy was i zrobi wszystko abyscie byli szczesliwi - uslyszalam z ust przyjaciolki.
W moich oczach pojawily sie lzy zamrugalam kilkakrotnie aby sie ich pozbyc. Spojrzalam smutnym wzrokiem na Tay.
- Idz do Niego niech wie ze jestes przy nim - powiedziala spokojnym glosem poczym poslala mi delikatny i szczery usmiech.
Westchnelam cicho i delikatnie pchnelam drzwi do przodu. Drzwi otworzyly sie a ja weszlam do sali. Justin lezal bez ruchu a glowe mial obrocona w strone okna. Wygladal na zamyslonego.
- Moge ? - zapytalam cicho co spowodowalo ze Justin swoja uwage skupil na mojej osobie.
- Jasne - odpowiedzial z szerokim usmiechem poczym poklepal na lozku miejsce. Powoli podeszlam do lozka poczym usiadlam na nim.
Przez chwile patrzylam na Justina bez slowa. Jego twarz byla zamyslona i blada.
- Jak sie czujesz ? Blado wygladasz  - zapytalam z troską. Na moje pytanie Bieber slabo sie usmiechnął. Widac bylo ze czuje sie nienajlepiej.
- Lekarze pobierali mi duzo krwi a wiesz dobrze - zaczal
- Ze tego nie lubisz - dokonczylam za niego.
- Własnie - mruknął cicho.
Miedzy nami zapadla niezreczna cisza.
- Nie musiales.. - nie dokonczylam bo poczulam palec Justina na swoich ustach.
- Shee. Chce to zrobic dla Jexona. To moj syn - powiedzial doskonale wiedzac co chcialam powiedziec ale nie bylo mi dane.
- Kocham Go tak samo jak ty. Wiem dobrze ze gdyby mu sie cos stalo to bez niego nie bylabys szczesliwa - wyszeptal a w jego brązowych oczach pojawily sie lzy.
- Dziekuje - odpowiedzialam nie mogac odpowiedziec nic innego.
- Nie moglbym zyc wiedzac ze jestes nieszczesliwa - zaczal.
Doskonale wiedzialam do czego zmierza. Nie bylam gotowa na taka rozmowe.
- Justin - mruknelam patrzac wprost jego cudowne oczy ktore tak kocham.
- Nic nie poradze na to ze was kocham. - odpowiedzial chwytając moja dlon w swoja poczym przylozyl ją do swoich ust i delikatnie pocalowal. Kąciki moich ust uniosly sie mimowolnie.
- Kocham Cie Selena - wyszeptal.
- Cornelia byla jedna wielka pomylka a ja zniszczylem naszą rodzine - dodał. Po jego policzku splynela samotna lza. Wiedzialam ze Justin zaluje tego co zrobil. Mimo tego wszystkiego co mi zrobil nadal go kocham i nie potrafie o nim zapomniec. Moze to nie wlasciwy czas ale chce mu to powiedziec.
- Justin wiem ze tego zalujesz i powiem ci ze to co zrobiles mnie zranilo - zaczelam.
Justin patrzyl na mnie z szeroko otwartymi oczami i zdawal sie sluchac uwaznie.
- Wiem . Przepraszam - mruknal przerywajac mi.
- Czy ty zawsze musisz mi przerywac ? - zapytalam oburzona.
- Przepraszam juz nie bede - zasmial sie.
Gdy chcialam otworzyc usta i znowu zaczac mowic. Ponownie mi przerwano.
- Panie Bieber jedziemy na zabieg - powiedzial lekarz prowadzacy wchodzac do sali. Szybko wstalam z miejsca i stanelam niedaleko lozka na ktorym lezal moj maz.
- Panie doktorze dlugo to bedzie trwac ? - zapytalam czujac niepokoj.
- Nie wiem tyle ile bedzie potrzeba - odpowiedzial wolajac gestem dloni dwie pielegniarki ktore niemalze natychmiast pojawily sie w sali.
Justin zostal wywieziony na lozku na korytarz.
- Prosze sie nie martwic - oznajmil pocieszajaco lekarz.
Lozko wraz z Justinem ruszylo przez korytarz. A ja wraz za nimi. Po chwili Justin mial wjezdzac na sale gdzie bedzie odbywal sie przeszczep. Na tyle ile moglam zauwazyc moj syn juz tam zostal przewieziony. Odruchowo dlonie przytknelam do ust. Bylam przerazona.
- Justin czekam tu na was. Wrocimy do domu calą trojka - powiedzialam nie chcac aby Bieber zaczal zabieg nie wiedzac ze go kocham.
Jego oczy zablyszczaly a na ustach pojawil sie delikatny usmiech.
Drzwi od sali zamknely sie a ja zostalam sama na korytarzu szpitalnym. Bardzo sie balam o moich chlopakow.

Justin Bieber

Gdy uslyszalem te slowa z ust Seleny bylem najszczesliwszym facetem na ziemi. Wiedzialem ze tymi slowami chciala dac mi do zrozumienia ze sie zejdziemy ze da nam szanse. Gdy drzwi od sali zamknely sie poczulem lekki strach przed zabiegiem. Nie wiedzialem w jakiej kolejnosci co sie odbywa.
- Damy teraz panu maske tlenową - powiedzial lekarz przykladajac mi do ust gumiasta maske.
- Po co ? - zapytalem slabo.
- Tlen i po to aby pan spal - odpowiedzial poczym odszedl.
Przechylilem glowe w strone mojego synka. Lezal tak bezbronnie i wygladal na bardzo oslabionego mimo ze ciagle spal.
- Wszystko - bedzie dobrze synku - wyszeptalem w jego kierunku poczym poczulem silne zmeczenie i zamknelem oczy.

- Jestes najwspanialszym tatą na swiecie - krzyknal radosnie maly chlopiec rzucajac mi sie na szyje.
- A ty najwspanialszym synkiem na swiecie - odpowiedzialem radosnie poczym trzymajac w ramionach synka obkrecilem sie kilkakrotnie w koło wlasnej osi.
- Patrz mamusia idzie - krzyknal pokazujac palcem na kobiete niedaleko nas.
Skierowalem swoj wzrok na nią. To byla moja zona. Wygladala przepieknie jak zawsze. Miala ubrana zwiewna dosc dluga sukienke przez ktorą doskonale bylo widac jej zaokraglony brzuszek.
- Kocham was moi chlopcy - powiedziala gdy tylko stanela obok nas.
Polozylem swoją dlon na jej brzuszku i delikatnie zaczelem go glaskac.
- A my kochamy Ciebie i Jazmyn - odpowiedzialem z usmiechem.

Gdy otworzylem oczy oslepilo mnie mocne jaskrawe swiatlo przez co ponownie je przymknelem aby za moment znowu je otworzyc.
- Wszystko w porzadku ? - uslyszalem kobiecy glos.
Wzrok swoj skierowalem przed siebie a tam dostrzeglem pielegniarke.
- Jakos ujdzie - mruknelem czujac sie kompletnie slaby.
Kobieta usmiechnela sie na moje slowa. Powoli przenioslem swoje spojrzenie obok na lozko. Lecz nie widzialem na nim swojego syna. Przerazilem sie.
Najwyrazniej pielegniarka zauwazyla to poniewaz podeszla do mnie.
- Prosze sie uspokoic - poprosila grzebiac cos przy jednej maszynie.
- Co z moim synem ? - zapytalem majac nadzieje ze nic sie zlego nie stalo.
- Wszystko dobrze. Przeszczep sie udal teraz czekamy az maly sie wybudzi z narkozy - odpowiedziala. Na jej slowa westchnelem z ulga. Dziekowalem bogu ze wszystko sie udalo. I nie zabral nam syna.
- A moja zona ? - zapytalem ponownie pielegniarki gdy tylko przypomnialem sobie ze ona zostala na korytarzu gdy mnie zabrali tutaj.
- Pana zona miala badania bo zemdlala - odpowiedziala.
- Ale teraz siedzi juz przy malym - dodala z usmiechem.
Nie zastanawialem sie dlaczego Selena zemdlala bo odpowiedz byla prosta. Byla przemeczona i oslabiona przez to wszystko. Bylem szczesliwy ze teraz siedzi przy naszym synku.
- Prosze odpoczywac - poprosila pielegniarka poczym wyszla z sali.
Przymknelem oczy wyobrazajac sobie dzien w ktorym opuscimy szpital wraz z Jexonem i cala trojka zamieszkamy w domu ktory kupilem tuz przed slubem z Selena. Nie wiem kiedy usnelem.





poniedziałek, 14 listopada 2016

Rozdział 16 - Przeszczep szpiku

Justin Bieber

Od ponad godziny czekam razem z Seleną na korytarzu szpitalnym na lekarza ktory poiformuje nas o stanie naszego syna.
- Wszystko bedzie dobrze nasz syn jest silny - wyszeptalem do ucha brunetki ktorą obejmowałem aby chodz troche sie uspokoiła. Chodz sam nie bylem w najlepszym stanie emocjonalnym.
- Jak mogłam na to pozwolic - wyszlochala dziewczyna.
- To nie twoja wina. Nie mow tak - odpowiedzialem natychmiast wpatrując sie w zaplakane oczy swojej zony.
- Moja. Moglam jechac z nim a nie siedziec w domu ! - krzyknela odsowajac sie ode mnie.
Wiedzialem ze Selena jako matka bardzo to przezywa ale nie mogla obwiniac sie o wypadek w ktorym ucierpial nasz syn wraz z nasza wspolna przyjaciolka.
- Państwo Bieber ? - zapytal starszy mezczyzna ubrany w bialy fartuch.
- Tak - odpowiedzialem wpatrujac sie w  mezczyzne.
- Co z Jexonem ? Co z moim synem ?! - niemal krzyknela brunetka w jego strone.
- Pani moze do niego teraz wejsc. Pielegniarka panią zaprowadzi - odpowiedział wskazując reka na drzwi.
Sel ruszyla pospiesznie i bez slowa przez drzwi prowadzace do sali gdzie lezy nasz synek.
- Doktorze co z nim ? - zapytalem gdy tylko zostalismy sami.
- Mam zle wiesci.  - zaczał moje oczy poszerzyly sie do wielkosci pieciozlotowek. Jednak pozwolilem lekarzowi dokonczyc.
- Pana syn stracil bardzo duzo krwi. Konieczna bedzie transfuzja krwi. - mowił.
- Jednak to nie wszystko..podczas dodatkowych badan wykrylismy u niego bialeczke - oznajmil a ja czulem jak moje nogi robią sie jak z waty.
- Czy wyleczycie go ? - zapytałem. Lekarz pokiwal glowa potwierdzająco a na jego ustach pojawil sie blady usmiech.
- Maly potrzebuje przeszczepu szpiku. U to jak najszybciej inaczej bez niego umrze - odpowiedział.
Poczulem jak moje policzki robią sie mokre pod wplywem lez ktore zaczely samowolnie wyplywac z moich uczu.
- Czy Pana zona moze byc dawca ? - zapytał.
-Sama kiedys chorował na bialaczke to w niczym nie przeszkadza ? - zapytałem z nadzieją w głosie.
Lekarz podrapal sie po karku nerwowo a w jego oczach widzialem juz odpowiedz.
- Przykro Mi - wyszeptal.
- A ja ? Ja jestem jego biologicznym ojcem - oznajmiłem pospiesznie.
- Nie ukrywam ze najlepszy szpik bylby od matki..ale mozliwe ze jesli badania pana nie wyklucza to moze sie udac - odpowiedzial.
- Mozemy isc juz na te badania - odpowiedzialem.
- Dobrze chodz za mna - odpowiedzial i ruszyl przed siebie a ja razem z nim.
Miałem nadzieje ze wszystko dobrze pojdzie i badania nie wyklucza mnie jako potencjalnego dawcy dla wlasnego syna. Mam nadzieje ze szpik pomoze Jexonowi i wroci do zdrowia. Nie wyobrazam sobie zycia bez wlasnego syna. Wiec musi sie wszystko udac.

Selena Bieber

Siedziałam pół godziny przy łóżku szpitalnym na którym lezal moj nieprzytomny synek podłaczony do różnych aparatur utrzymujących go przy życiu.
Trzymałam mała raczke mojego synka w swojej dłoni i nie mogłam powstrzymac lez ktore leciały mi z oczu.
- Synku mamusia tu jest - wyszeptałam.
- Musisz wyzdrowiec - dodałam.
Tak bardzo martwilam sie o stan zdrowia Jexona. Chciałam aby sie obudził i wrócił do zdrowia.
Siedzą tam uswiadomiłam sobie ze gdy poszłam do niego Justin został z lekarzem i nawet nie wiem o czym rozmawiali.
Pocałowałam swojego synak w czolo i wyszlam z sali udając sie na korytarz gdzie pozostawiłam Justina i lekarza. Jednak ich nie bylo. Ruszyłam pospiesznie do pokoju lekarza chcac sie dowiedziec o czym rozmawiali. Tym bardziej ze nadal nie wiedziałam w jakim stanie tak naprawde jest Jexon.
Gdy czekałam pod pokojem lekarza w oddali zauwazyłam dobrze znana mi postać. Szybko ruszyłam w jej kierunku.
- Taylor ! - krzyknełam aby zwrocic uwage dziewczyny na siebie.
- Selena bardzo mi przykro. Ja straciłam panowanie nad kierownicą gdy cieżarówka nas zachaczyła - zaczeła tłumaczyc.
Nie byłam w stanie odpowiedziec jej nic. Poprostu przytuliłam ją do siebie. A wtedy ponownie z moich oczu zaczely uwalniac sie łzy.
- Jak Jexon ? - zapytała po chwili. W jej oczach mogłam zauwazyć zmartwienie i troske.
- Jest nie przytomny - odpowiedziałam.
- Rozmawiałam z Justinem. Mowił ze jest potrzebny szpik aby uratować małego - zaczeła a ja osłupiałam.
- Co ? Jaki szpik ? O czym on mowił ? - zadawałam pytania nie wiedząc o co chodzi.
Taylor patrzyła na mnie z niedowierzeniem.
- No jak to ? Justin powiedział ze mały ma białaczke i tylko przeszczep szpiku moze uratować mu życie - wyjasnila. A do mnie wtedy dotarlo ze Justin o tym wlasnie rozmawiał z lekarzem gdy ja poszłam do sali w ktorej lezy Jexon.
- Ja nic nie wiem. Przeciez to ja powinnam dac mu ten szpik ! - krzyczałam z zalu.
- Nie. Sel ty sama chorowałaś wiec twoj szpik jest do niczego - odparła
- Uspokoj sie Justin pojechal na badania. I jesli beda dobre to odrazu zrobią małemu przeszczep - dodała probując mnie uspokoic.
- Gdzie jest Justin ? - zapytałam
- Chodz zaprowadze Cie. Widziałam gdzie szedł - odpowiedziała ruszając przed siebie a ja zaraz za nią. Byłam przerazona tym czego sie dowiedziałam. Moj mały synek ma bialaczke. Moze umrzec. Wiedziałam ze teraz i Jexon i Justin mnie potrzebują. Chce być teraz przy nich bo obaj mnie potrzebują. A ja bez nich nie wyobrażam sobie zycia.



środa, 2 listopada 2016

Rozdział 15 - Pani Selena Bieber ?

Justin Bieber

Mineło kilka dni od dnia kiedy poznałem plan Corneli po którym natychmiast wyprowadziłem się z jej domu i zamieszkałem u rodziców. Nie mogłem uwierzyc ze pojawila sie w moim zyciu tylko po to aby mnie uwieść dla moich pieniedzy. Dziewczyna kilkakrotnie probowala sie ze mna skontaktowac jednak ja za kazdym razem odrzucalem polączenia. Nie potrafiłbym nawet na nią spojrzec tym bardziej ze miala w swoim chorym planie oddalenie mnie od mojego jedynego syna.
Nie mogłem wyobrazic sobie jak mozna byc tak bez uuczuciowa osoba. Niestety sam jestem sobie winien nie wpadl bym w jej sidla gdyby potrafil trzymac penisa na wodzy. Teraz bardzo tego załuje głownie dlatego ze Selena ode mnie odeszła. Co do brunetki nie mam zalu mimo iz Ona tez miała plan którego cześcią byłem ja. Przespała się ze mną tylko i wyłacznie aby dopiec teraz juz mojej byłej partnerce Cornelii. Czułem się jak smieć i po czesci sam sobie na to zapracowałem.
- A ty tak długo tu siedzieć bedziesz ? - uslyszałem damski głos ktory natychmiast wyrwał mnie zrozmyslen. Podnioslem wzrok przed siebie i ujrzałem brunetke która delikatnie sie do mnie usmiechneła.
- Nie jeśli chcesz moge sobie pójsc - odpowiedziałem wstając na równe nogi ze schodow przed domem Seleny.
- Chciałem spotkac sie z Jexonem - wyjasniłem drapiąc sie po karku.
- To dlaczego nie weszłes ? - zapytała
- Nie wiedziałem czy mnie wpóscisz - mruknełem.
Selena westchneła i usmiechnela sie słabo.
- Do Syna zawsze cie wpuszcze..wejdz - odpowiedziała i otworzyla drzwi do domu szerzej abym mogl wejsc.
Po chwili stalem juz na przedpokoju.
- Jexon zaraz powinien przyjsc - oznajmiła wchodząc do kuchni.
- A gdzie jest ? - zapytałem opierajac sie o framuge drzwi.
- Był na kilka dni u Taylor..napijesz sie czegos ? - zapytała.
- Wody - odpowiedziałem i wszedłem do kuchni poczym usiadłem przy stole. Brunetka po chwili podała mi szklanke wody.
- Dziekuje - powiedziałem.
Selena usiadła przy stole popijając swoją wode.
Miedzy nami przez moment zapadła cisza. Mimo wszystko ze kocham tą kobiete nad zycie czulem sie nieswojo. Nie miałem pojecia o czym mam z nią rozmawiac.
- Co u Ciebie słychac Jus ? - zapytała spodlądając na mnie.
Zaskoczyła mnie tym pytaniem. Czy ona naprawde chciala wiedziec co u mnie?
- Rozstałem się z Cornelią. Nie kocham jej. Mieszkam u rodziców - odpowiedziałem a na wzmiance o Cornelii oczy brunetki rozszerzyly sie a na jej ustach wymalowal sie wielki usmiech.
- Zostawila Cie ? Po tym jak ją równiez zdradziłes ? - zapytała dumnie.
- Nie. Tamtego dnia gdy nas nakryla to wrocilem do domu chcac jej powiedziec ze odchodze..ale podsluchałem jej rozmowe i ona chciala tylko moich pieniedzy dlatego pojawila sie w naszym zyciu - odpowiedziałem wspomninając tamten moment.
- A widzisz jednak cie nie kochala.. - odpowiedziała.
- Ale pewnie byla zła ze ją zdradziles - dodała z wrednym usmiechem.
- Selena prosze cie - mruknelem nie chcac o tym rozmawiac.
- Co..prosisz ? Dla niej rozwaliles nasze malrzenstwo ! - krzyknela a w jej glosie mozna bylo wyczuc zal.
- Załuje tego naprawde ! - krzyknałem
- Gdybym mogł cofnąc czas - dodałem
- Ale nie cofniesz..nas juz nie ma i nie bedzie - odpowiedziała a w jej oczach pojawiły sie łzy.
Pod wpływem emocji na jej slowa wstałem z miejsca i podszedlem do brunetki kucając tuz przy krzesle na ktorym siedziała.
- Selena ja Cie kocham..daj nam szanse - wyszeptałem łapiąc ją za dłon.
Selena spojrzała wprost moje oczy nic nie mowiąc.
- Justin ja tez cie kocham - wyszeptala
- Ale to nie jest takie łatwe nie potrafie ci wybaczyc - dodała natychmiast wstając z miejsca.
Nie spodziewalem sie takiego wyznania z jej ust. Miałem owszem taka nadzieje ze mnie kocha i wybaczy mi to.
- Prosze Cie daj nam jeszcze jedna szanse - poprosilem czując jak moje oczy zachodzą łzami. Naprawde kocham Selene i chciałbym aby dała mi jeszcze jedna szanse.
Selena chociala mi cos odpowiedziec jednka jej telefon zaczał dzwonic.

Selena Bieber

Gdy rozmawiałam z Justinem bardzo bylo mi smutno kochalam go ale mimo wszystko nie wiedziałam czy nadal potrafiłabym z nim byc.
- Prosze daj nam jeszcze jedna szanse - poprosił.
Nie wiedziałam co mam mu powiedziec. Postanowilam ze powiem mu ze musze to przemyslec jednak gdy chcialam mu to powiedziec moj telefon zaczal nagle dzwonic. Spojrzalam na wyswietlacz na ktorym ukazal sie nieznany mi numer.
- Slucham ? - powiedzialam natychmiast gdy odebralam polączenie.
- Pani Selena Bieber ? - zapytala kobieta ktorej glos wskazywal ze jest ona starsza kobieta.
- Tak przy telefonie. O co chodzi ? - zapytalam
- Dzwonie ze szpitala. Pani Taylor wraz z małym chlopcem miała wypadek samochodowy. - poinformowala mnie kobieta. A na jej slowa moje serce przyspieszylo.
- Co ?! Co z moim synem ?! - krzyknelam do sluchwki patrzac wprost na Justina.
- Jest bardzo w ciezkim stanie - odpowiedziała i slyszac tą wiadomosc zamarlam a chwile pozniej widziałam szatyna takjakby za mgłą. Zemdlalam.



czwartek, 20 października 2016

Rozdział 14 - Cała prawda

Justin Bieber

Po upojnej nocy z Seleną obudziłem sie bardzo wcześnie. Mimo t1o w dalszym ciągu leżałem obok brunetki i wpatrywałem się w nią jak śpi. Wyglądała tak słodko. Dotarło do mnie jakim idiotą byłem w czasie gdy zdradziłem Selene i odeszłem od niej związując sie z Cornelią.
- Cześć Księżniczko - wyszeptałem natychmiast gdy tylko zauważyłem że brunetka się obudziła.
Sel uśmiechneła się nieśmiało i wtuliła się w moj nagi tors. Objełem ją remieniem odwzajemniając uścisk.
- Kocham Cie - wyszeptałem stanowczo. Ku mojemu zaskoczeniu brunetka poderwala sie do pozycji siedzącej.
- Coś nie tak powiedzialem ? - zapytałem nie rozumiejąc jej zachowania.
- Tak Justin. Nie mów czegoś czego nie czujesz - odpowiedziała odwracając wzrok ode mnie.
Miałem zamiar wyjaśnić Selenie że naprawde ją kocham a związek z blondynką to pomyłka i żałuje wszystkich krzywd jakie Sel wycierpiała z mojej winy.
Jednak nie bylo mi to dane gdyz usłyszałem dobrze znany mi damski głos.
- Justin do jasnej cholery ! - krzykneła blondynka która nie wiem jakim cudem znalazła sie w mieszkaniu Seleny.
- Cornelia co ty tu robisz ? - zapytałem lekko zdenerwowany jej obecnoscią.
- Co ja tu robie ?! Co ty tu wyprawiasz ! Miałeś byc z Ryanem ! - krzyczała.
- Uspokoj sie i nie krzycz na mnie ! Mam Cie dość ! Kocham Selene chce byc z nią i z Jexonem - wyjasniłem.
Spojrzałem z nadzieją w oczach na brunetkę. Myslalem ze wesprze mnie w tym co mowie tym bardziej ze wczoraj spedzilismy ze sobą cudowną noc.
Jednak tak sie sie stalo Selena stała obok łożka ubrana w szlafrok i z uśmiechem na ustach obserwowała mnie i Cornelie.
- Jak to możliwe że zdradziłeś mnie ze swoją żoną - zapytała Cora spoglądając od czasu do czasu na śmiejącą sie Sel.
- Zrozum że związek z Tobą był pomyłką. Kocham Selene a Ona mnie..chcemy być razem - wyjaśniłem mając nadzieje że chociaż teraz Selena się odezwie.
- O stop stop Justin - zaczeła brunetka.
Spojrzałem pytająco na nią. Oczekując wyjaśnienia.
- Ty kochasz raz mnie raz Cornelie. Sam nie mozesz sie zdecydowac. Ale ja wiem ze nie chce byc z Tobą - powiedziala dumnie.
Nie rozumialem nic z tego co mowila. Jak ona tak mogla powiedziec po tym jak wczoraj sie ze mną kochała.
- O czym ty mówisz ? Przeciez wczoraj sie ze mną kochalaś - oznajmiłem podchodząc do dziewczyny ktora natychmiast zrobiła krok w tył.
- Nie kochaliśmy sie. Tylko piepszyliśmy a to jest różnica - zaczeła a moje oczy odrazu sie powiekszyły ze zdziwienia na jej slowa. A za swoimi plecami uslyszałem Cichy smiech blondynki.
- Chciałam tylko aby ta twoja suka czula się tak samo jak ja gdy ty zdradziłeś mnie z nią. Tylko tyle. To był plan Justin - doklończyła. A ja stałem jak wryty i powoli analizowałem jej słowa w swojej głowie.
Nie mogłem uwierzyc ze ona mówi serio i była zdolna przespac sie ze mną tylko po to aby skrzywdzic Cornelie.
- Jak mogłaś Mi to zrobic ? Ja cie kochałem - zapytałem czujac sie jak jakieś frajer.
- Mogłam. Tak samo jak ty mnie potrafiles zdradzic a tez cie kochałam - odpowiedziała wpatrując sie w moje oczy.
Chciałem ją pocałowac aby przekonac sie ze to co mi powiedziala to jakis glupi zart. Niestety dziewczyna odsuneła sie ode mnie.
- To koniec Justin - wyszeptala nie patrząc na mnie.
Wtedy odwrociłem się w strone wyjscia z salonu aby sprawdzic czy Cornelia jeszcze jest. Niestety jej nie było.
- Wyjdz - rozkazala Selena pokazując w strone drzwi wyjsciowych.
Bez slowa wyszedłem z salonu a nastepnie z jej domu. Z domu ktory kiedys był naszym domem.
Czułem sie jak śmiec potraktowany przez kobiete mojego zycia. Niestety musze przyznac jej racje. Sam do niedawna nie bylem pewny ktora z nich kocham. Ale teraz po tym wszystkim jestem pewien ze kocham tylko i wyłacznie Selenę.
Widziałem ze swoją zdrada ja zraniłem i prawdopodobnie straciłem ją bezpowrotnie.
Teraz chcem porozmawiac z Cornelią i wyjasnic jej wszystko na spokonie. Nie chce aby czuła do mnie zal o to co sie stalo. Wszedłem do domu i udałem sie w stronę salonu. Tam zatrzymałem sie w progu aby odetchnąc przed ciązką rozmową z Cornelią ktora miałem zamiar zacząc. Moim oczom ukazała sie blondynka która nie zauwazyłam mojej obecności bo rozmawiała przez telefon prawdopodobnie z przyjaciółką. Postanowiłem poczekac az skonczy rozmowe. Ale tego co dowiedzialem się z tej rozmowy totalnie mnie zaskoczyło.

Cornelia Sajmon

Byłam wsciekła po tym jak zobaczylam Justina wraz z Selena w jednym łóżku. Nie mogłam pozwolic na to aby Justin zostawił mnie i wrócił do swojej żony. Aby troche wyładowac emocje zadzwonilam do swojej przyjaciółki.
Opowiedziałam jej o swoim planie ktory w sumie obie wymysliłysmy i w sumie dlatego wrocilam do miasta i zakreciłam sie ponownie w zyciu Justina.
- Ale ja nie moge pozwolic aby Justin odszedł - krzyknełam do słuchawki.
- Cora ale on ją chyba kocha - usłyszałam po drugiej stronie telefonu.
Westchnełam głosno.
- Mam to w dupie. Mój plan był inny - zaczełam.
- Justin miał mnie kochac mielismy byc razem. - dodałam.
- Cornelia opanuj sie. Ty nic do niego nie czujesz ? - przerwala mi zadając mi pytanie.
- Nie kocham go. Kocham jego pieniadze ! A ten jego smarkacz zniknie z jego zycia razem z jego matką. Taki miał być plan i zrealizuje go chocbym nie wiem co - krzyknełam poczym z nadmiaru emocji rozlączyłam się.
- Słucham ? Co ty powiedziałas ?! - uslyszałam za sobą dobrze znany głos. Glos Justina. Zamarłam nie mając pojecia co mam teraz zrobic. Stałam jak zamurowana.
- Podsluchiwales ? - zapytałam udając zaskoczona.
- Co ty kurwa powiedziałas ?! - warknął.
- Tłumacz Mi to natychmiast ! - krzyknął szarpiac mnie za ramie i odwracając mnie twarza w twarz do niego. Był wściekły.
Wiedziałam ze jesli czegos szybko nie wymysle strace go wraz z jego milionami na koncie.
- Justin ja - zaczełam nie majac pojecia co teraz powiedziec aby szatyn mi uwierzył.
- Co Justin ! Jestes pojebana ! Dlatego pojawilas sie w moim zyciu bo chcialas kasy ! Ja myslalem ze mnie kochasz a ty kochasz tylko moje pieniadze ! - krzyczal jak opentany. Nie miałam pojecia jak mam go uspokoic.
- Justin ja tylko chcialam zyc godnie a ty byles najlepszym kandydatem - odpowiedzialam zgodnie z prawdą.
- Tak to wspaniale ! Przez twoją chciwosc rozjebalem swoje malżenstwo ! - burknął przeczesując nerwowo dlonia swoje wlosy.
- Chcesz pieniadzy to kurwo masz ! - wrzasnal rzucajac we mnie pieniedzmi ktore wyciagnał z portfela.
Miałam dość tych krzykow. Bylam wsciekla ze moj plan wyszedl na jaw i teraz juz napewno sie nie powiedzie.
- Przepraszam - wyszeptałam mając nadzieje ze to slowo zalagodzi sprawe.
- Przepraszam ? Myslisz ze to wystarczy ? Po tym jak zniszczylas mi zycie ! - warknał wymachując rękoma w powietrzu.
- Nie chce Cie znac - dodał.
Justin patrzył na mnie ze smutkiem a zarazem wsciekloscia. Nie wiedzialam co teraz mam zrobic. Czy go zatrzymac czy poprostu dac mu odejsc.





środa, 12 października 2016

Rozdział 13 - Chciałbym sie z Tobą..

Justin Bieber

Od czasu sprawy rozwodowej ktora nie doszla do skutku z powodu naglej zmiany zdania Seleny nie rozmawialem z nią. Co prawda gdy przychodzilem po Jexona aby spedzic z nim jak najwiecej czasu ona unikala jakichkolwiek rozmow ze mną. Az do dzisiaj gdy zadzwonila do mnie pol godziny temu prosząc abym przyszedl do domu bo chce ze mną porozmawiac.
- A ty gdzie sie kochanie wybierasz ? - uslyszalem z ust Cornelii.
- Do Ryana - odpowiedzialem klamiąc. Nie chcialem mowic prawdy ze ide spotkac sie z Sel poniewaz moja obecna partnerka byla bardzo o nią zazdrosna. A nie chcialem jej denerwowac i sluchac kolejnych napadow jej zazdrosci.
- O tej porze ? Jest 21 - burkla zerkając na zegarek ktory miala na rece.
- Tak. Bedziemy pic i gadac takze wroce nad ranem albo jutro - odpowiedzialem calujac jej czolo na pozegnanie.
- Justin moge isc z Toba ? - zapytala nagle.
- Nie kochanie tym razem to meski wypad - odparlem z lekkim usmiechem.
- To lece - dodalem natychmiast i oposcilem dom Cory nim ona zdazyla cokolwiek odpowiedziec. Podeszlem do swojego mustanga i otwierajac auto natychmiast wsiadlem za kierownice ruszajac przed siebie. Moze wam sie wydac to dziwne ale dobrze wiedzialem ze akurat w tym momencie moja dziewczyna stoi przy oknie i obserwuje moj kazdy ruch. Przejechalem dwie ulice dalej i zaprakowalem tam auto ruszajac w droge do domu Seleny. Wolalem przrmknac niepostrzezenie do jej domu. Bedac przed domem natychmiast zapukalem. Nie musialem dlugo czekac poniewaz uslyszalem krzyk brunetki dajacy znak abym wszedl. Zrobilem to niemal natychmiast zamykajac za soba drzwi.
- Czesc Selena - krzyknelem rozgladajac sie za dziewczyna jednak nigdzie jej nie widzialem.
- Idz do salonu juz ide - odkrzyknela. Jak powiedziala tak zrobilem. Moim oczom ukazal sie niesamowity widok. W salonie bylo ciemno jedynie co dawalo jakiekolwiek swiatlo to palace sie zapachowe rozane swieczki. Na stole stalo czerwone wino i dwa kieliszki.
- Jestem - uslyszalem glos Seleny przez co natychmiast odwrocilem sie w jej strone.
Brunetka wygladala pieknie. Miala na sobie czerwony satynowy szlafrok siegajacy jej ledwo do posladkow. Jej twarz byla dosc mocno pomalowana co dodawalo jej seksapilu. Na jej widok czulem jak moj przyjaciel budzi sie do zycia.
- Justin ! - krzyknela co sprawilo ze wypadlem z transu wpatrywania sie w nią.
- Chcialas o czyms porozmawiac - zaczelem aby nie myslec o checi piepszenia sie ze swoja bylą zoną.
- Tak chcialam ci wyjasnic dlaczego wtedy w sądzie zmienilam zdanie - odpowiedziala podchodzac do stolika i nalala je do kieliszkow poczym podala mi jednego. Oboje napilismy sie wina. Ja wypilem swoj odrazu aby ugasic swoje pragnienie brunetki.
- Gdzie Jexon ?  - zapytalem ciagle mierzac Sel wzrokiem.
- U twojej mamy - odpowiedziala.
- Twoja blondi wie ze jestes tutaj ? - zapytala natychmiast usmiechajac sie szydersko.
- Nie nie chcialem sluchac jej napadow zazdrosci - odpowiedzialem.
- Tak myslalam - mruknela
Nie rozumialem dlaczego Sel pytala sie mnie o to. Czy byla na mnie zla ze ukrywam przed Cornelia gdzie tak naprawde teraz jestem.
- Ale to moze i lepiej ze nie wie - mruknela cicho z niesmialym usmiechem.
Nie rozumialem co tu sie dzieje.
- Powiesz Mi wkoncu powod dlatego nie chcialas rozwodu ? - zapytalem. Przez caly czas gdy rozmawiem z brunetka nie moglem skupic sie na niczym innym tylko na tym jak bardzo bym chcial ja teraz piepszyc.
- Mozesz przestań sie tak na mnie gapic - uslyszalem z jej ust.
Odchrzaknelem zaskoczony jej slowami.
- Przepraszam ale nie moge sie skupic tak pieknie wygladasz - odpowiedzialem podchodzac do niej blisko i musnelem ustami jej szyje.
- Chcialbym sie z tobą - zaczelem jednak przerwalem gdy tylko poczulem jej delikatną dlon na moim kroczu.
- Piepszyc - dokonczyla za mnie.
Kiwnelem glową twierdząco. Na co Selena zachichotala poczym wipila sie w moje usta co bez zastanowienia oddalem ten gest.
Nasz pocalunek z kazda chwilą stawal sie coraz bardziej intesywniejszy. Jedną reka pozbylem sie szlafroku Seleny przez co moim oczom ukazala sie naga seksowna figura dziewczyny. Moja byla zona dlugo nie zostala mi dluza szybko pozbyla sie mojej koszulki a nastepnie spodni. Oboje z dziewczyna ani na chwile nie przestawalismy na zmiane piescic swoje ciala. Stalo sie wylądowalismy w lozku.
Po upojnych chwilach z byla zona oboje bez jakich kolwiek slow lezelismy w tuleni w siebie.
Czy czulem sie winny ze to sie stalo ? Nie ani troche. Od samego poczatku gdy zwiazalem sie z Cornelia ponownie ciagle myslalem o Sel. Cos do niej nadal czulem. Cieszylem sie ze nie doszlo do rowodu bo dzieki temu mialem nadzieje ze ponownie z Seleną sie zejdziemy.
Chcialem aby mi wybaczyla. Chcialem znowu z nią tworzyc rodzine.
Najpierw chcialem sie rozstac jak najszybciej z Corą na poczatku miedzy nami bylo wszystko dobrze jednak gdy zaczela mnie kontrolowac przestalo mi sie to podobac. Dzieki nocy spedzonej z Sel jestem pewien ze to uczucie ktorym dazylem blondynke to bylo zauroczenie a nie milosc bylem pewien ze nigdy jej nie kochalem.




sobota, 8 października 2016

Rozdział 12 - Czas zacząć gre.

Selena Bieber

- Musisz o niego zawalczyć - uslyszałam z ust swojej przyjaciółki ktora tego dnia przyjechała do mnie aby zostać z Jexonem podczas gdy ja musiałam udać sie do sądu na rozprawe rozwodową.
- Nie ma już dla nas szans - odpowiedziałam kończąc malować swoje usta czerwoną szminką.
- On ją kocha - dodałam wpatrując się w swoje odbicie.
- Gówno prawda ! - krzykneła Taylor podchodząc blizej mnie.
Westchnełam glośno i obróciłam się w stronę dziewczyny która trzymała swoją dłoń na dość dużym brzuszku. Zapomniałam wspomnieć ze jest w 7 miesiacu ciąży. Przez ostatnie dwa lata razem z Ryanem starali sie o dziecko az wkońcu im wyszlo.
- O co ci chodzi ? - zapytałam posylajac blady usmiech.
- Justin sam nie wie czego chce.. musisz mu przypomnieć ze to ciebie kocha a nie tą bląd suke - powiedziała na jednym tchu.
- Nie chce się w to bawić - odparlam natychmiast wymijając dziewczyne i udałam się na przedpokoj aby ubrać na siebie swoją katane.
- To chociaż uwiedz go tak aby ta suka poczula się tak jak ty sie czulas dowiadując sie o zdradzie - uslyszalam z jej ust. Naprawde uwielbiam swoją przyjaciółke ale czasem bywa niedozniesienia i nie potrafi zrozumiec ze tego co sie skonczylo nie da sie naprawic.
- Jestes szalona - odpowiedzialam poczum poslalam jej buziaka i opóściałam dom udajac się wprost do taksowki aby dojechac do sadu.
W drodze ciągle mialam slowa Tay abym uwiodła Justina tym samym dajac nauczke Cornelii jednak nie bylam pewna czy potrafilabym byc taka wyrachowaną suka jak ona. I czy aby napewno udalo by mi sie uwiesc Justina.
Do sadu dotarlam po 15 minutach. Teraz ide pod wskazaną sale aby rozpoczela sie sprawa sadowa. Idąc korytarzem juz z daleka widziałam Justina wraz ze swoją kochaną. Oboje stali w milczeniu a gdy bylam coraz blizej Cora raptownie wpila sie w jego usta. Jej zachowanie poniekad mnie rozbawilo. Postanowilam wtedy ze Tay ma racje i powinnam pokazac tej blądi kto tak naprawde jest górą.
- Cześć Justin - przywitałam się podchodząc blizej szatyna i stając blisko niego musnelam delikatnie jego policzek.
- Cześć Sel - odpowiedział nieco zaskoczony moją postawą. Spojrzałam kontem oka na jego partnerke która kipiała ze złości. Bingo.
- Wyglądasz pięknie - oznajmił Justin posylając mi usmiech.
- Dziekuje ty tez dobrze wyglądasz - odpowiedziałam odwzajemniając usmiech.
- Halo ja tu jestem ! - krzykneła blądi. Oboje z Justinem spojrzelismy na nią.
- To jest moja zona wiec mam prawo z nią rozmawiac - burkną szatyn z niezadowolona miną.
- Za chwile bedzie twoją była zoną - poinformowała go.
W tej samej chwili zostalismy zawolani na sale sądową.
Sad zaczął rozprawe wszyscy sluchalismy i odpowiadalismy zgodnie z prawdą na pytania dotyczące malzenstwa.
- P. Justinie czy chce pan sie rozwiesc ? - zapytal kierujac swoje pytanie w strone mojego meza. Spojrzalam na Justina ktory najwyrazniej nie byl pewien swoj odpowiedzi. Dlugo milczal co bardzo nie podobalo sie Corneli.
- Tak - odpowiedzial niepewnie gdy Jego towarzyszka dzgnela go lokciem w bok.
Zdalam sobie sprawe ze sam Justin nie do konca chce sie rozwiesc.
- A Pani chce sie rozwiesc z mezem ? - zapytala tym razem mnie.
Czas zacząć gre pomyslalam.
- Nie. Nie wyrazam zgody na rozwod - odpowiedziałam natychmiast.
Odrazu czulam na sobie wsciekly wzrok blondynki i tym samym zdziwiony wzrok szatyna.
- Jak to ? Mieliscie sie rozwiesc ! - krzyknela Cornelia przez co natychmiast zostala upomniana przez sąd.
- Nie chce rozwodu z moim mezem wysoki sadzie to byla pomylka - oznajmiłam.
- Przepraszam za zamieszanie - dodałam poczym pospiesznie oposcilam sale rozpraw. Na cale szczescie cala dwojka zostala zatrzymana przez sad aby wytlumaczyc cala ta akcje.
Pospiesznie oposcilam budynek sadu i udalam sie na postój taksowek. Aby czasem Justin mnie nie dogonił i nie zadawał mi niewygodnych pytan. Chcialam to rozegrac po swojemu. Wiedzialam ze kocham go nadal ale nie chcialam z nim byc po tym co mi zrobil jedyne tego co chcialam to zemscic sie na jego kochance.

Justin Bieber

Gdy wyszedlem z sali rozpraw natychmiast ruchylem w strone wyjscia aby jak najszybciej oposcic budynek sądu nie zwazając na to ze moja obecna partnerka nie nadązała za mną. Chciałem jak najszybciej dogonić Selenę i porozmawiac z nią.
Chcialem aby wyjasnila mi dlaczrgo nie chce sie zgodzic na nasz rozwod. Slyszac jej slowa przed sadem oniemialem i nie wierzylem wlasnym uszą. Dlaczego nie chce rozwodu mimo ze to wlasnie ona zlozyla miesiac temu papiery rozwodowe.
Gdy wybieglem przed budynek sadu Seleny juz nie bylo. Z tego co widzialem pospiesznie oposcila sad abym jej nie dogonil i zeby uniknac ze mna rozmowy.
- Justin do cholery ! - uslyszalem krzyk Corneli ktora akurat dolączyla do mnie przed sadem.
Obrocilem sie wkurzony faktem ze nie dogonilem Seleny.
- Co to mialo byc ?! - zadała pytanie.
- O co ci kurwa chodzi ? - zapytalem niezastanawiajac sie nad slowami ktore wypowiadam do swojej kobiety.
- O to ze biegles za nią jak popiepszony. Po co ?! - zapytala natychmiast wymachujac rekami przede mna.
- Kochasz ją nadal ze nie chcecie brac rozwodu ? - dodała patrzac na mnie ze łzami w oczach.
Wtedy zdalem sobie sprawe ze moje tutejsze zachowanie i sposob w jaki wyrazam sie do niej teraz ją boli.
- Przepraszam - zaczelem obejmujac dziewczyne w swoje ramiona co natychmiast odwzajemnila.
- Chcialem zapytac dlaczego nie zgodzila sie na rozwod - dodalem.
- Wlasnie sama chciala rozwodu a teraz - wyszeptala.
- Wiem wlasnie sam tego nie rozumiem i nie pasuje mi to - odpowiedzialem oczewiscie nie mowiac jej prawdy.
Sam nie bylem pewny czy jestem zly na brunetke dlatego ze zmienila zdanie co do rozwodu czy tez jestem z tego zadowolony.
Wkoncu byla moja zona przez ponad 3 lata. Kochalem ją bardzo mimo ze nasza znajomosc od poczatku byla burzliwa ale darzylem ją uczuciem. Teraz mimo ze mam inna kobiete dalej utrzymuje jako takie stosunki z Sel ze wzgledu na naszego syna.
- Kochanie mozemy wrocic do domu ? - zapytala w moją szyje Cornelia.
- Jasne - odpowiedzialem i oboje trzymajac sie za rece ruszylismy do mojego auta.
Po 20 minutach zaparkowalem swoje auto pod domem Corneli. Oboje wysiedlismy z niego i udalismy sie w strone wejscia.
- Justin zaczekaj - uslyszalem damski glos gdy mialem wejsc juz do domu.
Odbrucilem sie natychmiast w strone podjazu gdzie stalo moje auto a przy nim wysoka blądynka w ciazy.
- Taylor to ty ? - zapytalem glupio z wielkim usmiechem na ustach.
Ruszylem w strone dziewczyny. Bylem bardzo zaskoczony ze ja widze tym bardziej ze ostatni raz widzielismy sie gdy bylem jeszcze z Seleną.
- Cześć - przywitala sie przytulajac mnie delikatnie.
- Co ty tu robisz ? - zapytalem odwzajemniajac uscisk.
- Kochanie kto to jest ? - uslyszalem glos swojej dziewczyny.
- Moja dawna przyjaciolka - odpowiedzialem zgodnie z prawdą.
- Mozemy porozmawiac ? - zapytala Tay patrzac na mnie pytajacym wzrokiem.
Kiwnelem glowa potwierdzajaco.
- Na osobnosci - ododala spogladajac zlowrogo na Core.
- On nie ma przede mna tajemnic - burknela bladynka nim zdazylem cokolwiek powiedziec.
- On moze i nie ale ja tak wiec spadaj - odpowiedziala pewna siebie Taylor.
- Cornelia idz do domu zaraz przyjde - poprosilem patrzac na swoja wybranke.
- Justin ale..- zaczela jednak przerwala gdy spojrzala na moj wyraz twarzy.
Blondynka poszla do domu. A ja w dalszym ciagu stalem wraz z Taylor na chodniku.
- Widze ze wam sie udalo wkoncu - zaczelem ponownie rozmowe.
- Tak udalo. Tak samo jak tobie udalo sie rozpiepszyc swoje malzenstwo - odpowiedziala patrzac na mnie surowo.
Westchnalem glosno mimo iz wiedzialem ze akurat o tym dziewczyna bedzie chciala rozmawiac.
- Tay skoncz ten temat - warknelem.
- Nie skoncze ! - krzyknela
- Jestes dupkiem ! Cieszysz sie ze jestes z Cornelia mimo ze kiedys cie zostawila ? Jak sie czujesz jako rozwodnik ? Lepiej ?! - krzyczala zadawajac milion pytan.
- Kocham Cornelie jakos tak samo wyszlo - odpowiedzialem.
- A rozwodu nie bylo Selena zmienila zdanie - dodalem tlumaczac jej to co dzis mialo miejsce w sadzie.
- Co? Jak zmienila zdanie ? - zapytala z wymalowanym zdziwieniem na twarzy.
- Powiedziala ze nie zgadza sie na rozwod i nie podala przyczyny - wyjasnilem.
- Super . Jednak mnie posluchala - wyszeptala Tay radosnie.
- Dobra ja lece - dodala natychmiast i ruszyla z miejsca chcac odejsc.
- Ale o czym ty mowisz ? - krzyknelem za nią.
- Dowiesz sie w swoim czasie - odkrzyknela.
Nie rozumialem do konca o czym mowi Taylor. Czy ona wie dlaczego Selena nie chce rozwodu ? I dlaczego mowi ze dowiem sie w swoim czasie.
Zastanawiajac sie nad tym weszlem do domu.





czwartek, 6 października 2016

Rozdział 11 - Masz racje..

Selena Bieber

Dziś jest dzien powrotu Justina z trasy koncertowej na ktorej poraz kolejny zdradził mnie z Cornelią.
Jedyny kontakt jaki miałam z Bieberem to jeden sms w ktorym poinformował mnie ze wraca dzisiaj i ze chce spotkac sie z Synem. Zgodzilam sie na spotkanie Jexona z nim poniewaz nie chce aby maly tesknil za ojcem.
- Mamusiu - uslyszalam dzieciency wolajacy glos ktory dobiegal z salonu.
Ruszylam natychmiast z kuchni zabierajac przy tym szklanke z sokiem ktorą natychmiast podalam swojemu synkowi.
- Patrz mamusi tatuś i ciocia ! - krzyknal radosnie patrzac przez okno.
Spojrzalam w strone w ktora wpatrywal sie maly a tam zobaczylam Justina w objeciach blad lafiryndy.
Ich widok razem strasznie mnie boli.
- Czemu tatus przytula ciocie ? - zapytal wpatrujac sie tym razem juz we mnie.
- Ym.. tato zegna sie z ciocia - odpowiedzialam klamiąc. Nie chcialam mieszac Jexona w sprawy doroslych. Nie chce aby narazie wiedzial ze jego ojciec jest skonczonym kretynem i znalazl sobie inna.
Spojrzałam raz jeszcze przez okno tym razem spostrzegłam idacego Justina w strone naszego domu. Chwile pozniej rozlegl sie dzwiek otwierajacych sie drzwi do domu.
- Tatusiu tatusiu wrociles ! - krzyczal maly biegnac w strone przedpokoju.
Ja natomiast usiadłam w salonie i biorac gleboki oddech postanowilam udawac ze nie rusza mnie nic co ma związek z Bieberem.
- Mamo nie przywitasz sie z tatą ? - uslyszalam pytanie z ust synka przez co odrazu odwrocilam wzrok w strone wejscia do salonu. Tam stal Justin trzymając naszego synka na rekach.
- Cześć - wyszeptałam z wymuszonym usmiechem na ustach.
- Cześć kochanie - odpowiedział. A slyszac z jego ust to jak mnie nazwał miałam ochote zacząc krzyczec.
- Jexon synku pojdziesz sie pobawic do pokoju musze porozmawiac z mamusią - odezwal sie Justin kierujac swoje slowa do malego.
Spojrzalam srogo na mezczyzne. Nie mialam ochoty z nim na jakikolwiek rozmawiac.
- A musze ? - zapytal ze smutną miną.
- Tak za chwile do Ciebie przyjde i pobawie sie z Tobą - oznajmil Bieber puszczając syna z rąk. Poczym Jexon pobiegl do swojego pokoju.
Justin usiadł na przeciw mnie na fotelu.
- Nigdy wiecej nie nazwywaj mnie tak - powiedzialam natychmiast nim moj byly maz zdazyl powiedziec cokolwiek.
- Dlaczego ? Przeciez jestes moją zoną ? - zapytal unosząc brew pytająco. Na jego ustach wymalowal sie wielki szyderski usmiech.
Nie odpowiedzialam nic. Stwierdzilam ze odpowiadanie na jego pytanie nie ma sensu.
- Czego chcesz ode mnie ? - zapytalam obojetnym tonem.
- Chce porozmawiac.. musze ci powiedziec o czyms waznym - zaczął a ja przyglądałam sie mu obojetnym wzrokiem.
- To ze sie rozstalismy nie znaczy ze nie bede pomagal ci finansowo czy tez nie bede zajmowal sie Jexonem - dokonczyl. Slyszac jego slowa chcialam wydrapac mu oczy.
- Stop ! - krzyknelam gdy tylko zobaczylam ze Bieber ponownie otwiera usta. Nie chcialam go sluchac dluzej.
- Wsadz sobie swoje pieniadze w dupe Bieber ! - krzyknełam glosno i wyraznie aby zrozumial.
- Jedyne czego chce od Ciebie to rozwodu i tego abys niezaniedbal syna ktory nie jest winien temu ze jego stary ruchal w trasie blad dziwke - dokonczylam dumnie patrzac w oczy szatyna ktore natychmiast pociemnialy.
- Co? Skad to wiesz ? - zapytal zaskoczony.
Na jego pytanie wybuchlam ironicznym smiechem.
- Twoja blad zdzira odebrala twoj telefon i mnie o tym poinformowala - oznajmilam nie dajac poznac po sobie ze ten fakt w dalszym ciagu sprawia mi bol.
- Ona nie jest zdzirą nie masz prawa tak o niej mowic - burknał posylając mi złowrogie spojrzenie.
- Ah no tak .. przepraszam zapomnialam ze ona byla twoja wielką miloscia i w dalszym ciagu nią jest - odburknelam z nadzieja ze moj jeszcze mąz zaprzeczy jednak tak sie nie stało.
Szatyn przybral spietą postawe i spościł wzrok na podloge.
- Masz racje kocham ją - wyszeptal po chwili patrząc na mnie.
Zaniemowiłam. W moich oczach zebraly sie lzy. Nie spodziewalam sie ze tak szybko Justin przestanie mnie kochac. O ile kiedykolwiek mnie kochal.
- Przepraszam - wyszeptal ponownie podchodzac do mnie.
- Zycze szczescia - odpowiedziałam nie patrzac na niego.
Czułam jak dlon szatyna probuje zlapac moja dlon jednak uniemozliwilam mu to. Ruszylam bez slowa z salonu kierujac sie na przedpokoj.
- Synku idziesz bo tato juz musi wyjsc - krzyknelam wolajac jednoczesnie Jexona.
- Przeciez ja moge zostac z nim tutaj - uslyszalam glos Justina a jego osoba stala natychmiast przede mna.
- Nie mozesz tu zostać - wyszeptałam.
Szatyn chciał cos odpowiedziec jednak na cale szczescie tego nie zrobil poniewaz nasz syn stanął przed nami. 
Chwile pozniej Jexon byl gotowy do wyjscia oczewiscie pomoglam mu sie wyszykowac i zabrac do plecaczka jego ulubione zabawki.
- Kocham Cie mamusiu - oznajmil moj synek mocno przytulajac sie do mnie.
- Ja ciebie tez Jexon - odpowiedzialam calujac go w czubek glowy.
- Odprowadze go jutro - poinformowal mnie Justin na co przytaknełam tylko głową. Chwile pozniej obaj wyszli z domu a ja udalam sie do kuchni. Podeszlam do lodowki i wyciagnelam butelke czerwonego wina poczym otworzylam je i postawilam na blacie. Nastepnie wyciagnelam kieliszek przeznaczony do picia wina i ponownie chwytajac butelke z czerwonym trunkiem ruszylam do salonu siadajac na kanapie.
Napelnilam kielkiszek alkoholem i znioslam go ku gorze.
- Za nieudane małzenstwo - powiedzialam sama do siebie poczym wypilam cala zawartosc kieliszka naraz.
Zostalam sama na cale popoludnie i cala noc wiec co mi szkodzi wyplakac sie i wypic cale wino. Tylko to mi teraz pozostalo. W glowie wciaz chuczaly mi slowa wypowiedziane przez Biebera. 
Wciąż ją kocham..



piątek, 30 września 2016

Rozdział 10 - Potrzebujesz seksu

Justin Bieber

Minął tydzień odkąd wyjechałem w trase koncertową razem z Cornelią. Co dwa dni mamy koncert czyli dziś na cale szczeście mam wolne. Postanowilem tego dnia sprobować sie skontaktować z Seleną chce zapytac co u Jexona i co u niej. Wiem ze spierdzielilem nasze malżenstwo ale jestem prawie pewny ze tamtej nocy na Gran Canari miedzy mną a Corą do niczego nie doszlo. Tylko nie pamietam za duzo szczegółów aby udowodnic to swojej zonie. A co jesli naprawde zdradzilem ją ?. Sam nie wiem co o tym myslec. Byla 9.45 a ja w dalszym ciagu leze w łóżku i zastanawiam sie nad tym wszystkim. Jednak moje myslenieo zostalo przerwane przez ciche pukanie do drzwi mojego pokoju hotelowego.
- Wlazł - burknełem nie zadowolony.
Drzwi po chwili sie otworzyly a w pokoju stanela Cornelia. Byla w samym bialym szlafroku ktory ledwo zakrywał jej pośladki.
- Hej skarbie - wyszeptała z usmiechem na ustach.
- Nie mów tak do mnie - odpowiedzialem wpatrując sie w dziewczyne. Mimo wszystko jestem facetem i takie widoki na mnie dzialaja.
- Oj Justin nie znasz sie na zartach - oznajmiła podchodząc do mojego łóżka. Mimowolnie podnioslem sie do pozycji siedzącej opierając swoje plecy o duza puchowa poduszke.
- Po co przyszłaś ? - zapytałem wciąż lustrując blądynke wzrokiem.
- Kupiłam sobie wczoraj coś i chciałam spytać czy dobrze w tym wyglądam - poinformowała mnie usmiechając sie uwodzicielsko. Usnioslem pytająco brew i obserowowałem dziewczyne. Cornelia powoli rozwiązała pasek od szlafroka ktory juz po chwili leżał na podłodze.
Moje oczy na ten widok powiekszyly sie do wielkosci piecio zlotowek.
Cornelia byla bardzo piękną kobietą która miała bardzo zgrabną figure. Najważniejsze że miała wszystkie czesci ciala na swoim miejscu i nie byly one male.
Cornelia bez slowa podeszla do mnie i usiadla obok mnie na łóżku.
- Podoba Ci sie ? - zapytala biorąc moją dlon w swoją reke i usadowiła ją na swoim biuście.
- Fajny materiał prawda - dodała z usmiechem na ustach. Nim zdarzyłem sie otrzasnąc odruchowo wodzilem dłonią po jej biuscie.
- Tak fajny i pasuje do ciebie - odpowiedziałem przełykając głośno sline.
Wypowiadając te slowa natychmiast zabralem swoją dlon z ciala blądynki.
- Oh..Justin nie krępuj sie - wyszeptała do mojego ucha nachylając sie ku mnie przezco swoją twarz miałem prawie w jej cyckach.
- Cornelia ja nie moge.. mam żone - odpowiedziałem szczerze.
- To co z tego ? Przeciez jej tu nie ma i z resztą nie rozmawiacie ze sobą - odpowiedziała obojetnym tonem patrząc mi w oczy.
Poniekąd miala racje od czasu ostatniej kłotni ani razu nie rozmawialem z Seleną. Mimo ze dzwoniłem wiele razy ona jednak nie odbierala ani nie oddzwaniala. Poprostu miała mnie gdzieś.
Nim zdążyłem cokolwiek odpowiedziec poczułem pulchne usta dziewczyny na swoich spoczątku nie odwzajemniłem pocałunku co napewno sie jej nie spodobało.
- Pozwól sobie ulzyc skarbie - wyszeptała
- Ulżyć ? - zapytałem powtarzając jej slowa nie dokonca rozumiejąc ich sens.
Bladynka przegryzła dolną warge i bez slowa polozyła swoja delikatną dlon na moim kroczu zaczynając je delikatnie masowac.
- Co ty robisz ? - zapytałem zdziwiony.
Wiem powinienem ja wygonic zareagowac w jakis sposob aby zaprzestala swoich dzialan jednak nie chciałem tego robic. Z karzda chwila jej dotyk był bardziej intensywniejszy a ja czulem jak moj penis wzrasta i dwardnieje.
- Jesteś facetem - zaczeła mowic ponownie mnie całując.
- Potrzebujesz seksu a ja ci go dam - dodała miedzy pocałunkami ktore już tym razem odwzajemniałem. Z sekundy na sekunde ich intesywnosc byla wieksza a ja miałem coraz wiekszą ochote piepszyc sie z Cornelią.

Cornelia Saimon

Po upojnym seksie z Justinem lezalam wciaz w jego lozku podczas gdy sam Bieber poszedl pod prysznic.
Teraz mialam juz pewnosc ze dzieki klamstwu jakie wymyslilam Justin i jego glupia Selena rozejdą się tym bardziej ze dopielam swego i szatyn naprawde teraz zdradził ze mną swoją żone. Byłam pewna ze teraz odzyskam meżczyzne i bedzie tylko ze mną. I o swoim synu tez zapomni jak i o Selenie.
Do moich uszu dobiegl dzwiek relefonu szatyna siegnelam wiec po niego na szafke ktora stala tuz przy lozku i spojrzalam na wyswietlacz.
- Żonka - przeczytalam na glos poczym parsklam smiechem. Bez namyslu odebrałam połączenie.
- Cześć Justin mozemy porozmawiac - uslyszałam glos dziewczyny po drugiej stronie sluchawki.
- Nie ma Justina - odpowiedziałam krotko z wielkim usmiechem na ustach. Wiedzialam ze Selena pewnie byla zaszokowana tym ze to ja odebralam telefon szatyna a nie on sam.
W sluchawce zapanowala cisza. Postanowilam ja przerwac.
- Coś mu przekazac ? - zapytałam
- Dlaczego ty odebralas jego telefon ? - zapytala
- Coś mu sie stalo ? - dodała niepewnie
Slyszac jej slowa niekontrolowanie zaczełam sie smiac. Jednak postanowilam postawic na swoim i sprawic ze ona i Justin odsuna sie od siebie raz na zawsze.
- Wszystko z nim w porzadku - odpowiedzialam krotko.
- Dlaczego sam nie odebral telefonu ? Jest zajety ? - zapytala. Selena byla taka naiwna ze nie znalam drugiej takiej glupiej jak ona.
- Chcesz znac prawde ? - zapytalam udajac powazna.
W sluchawce znowu zapanowala cisza dlatego tez uznala to za znak zgody aby mowic.
- Justin sie kapie po..- przerwalam
- Po seksie ze mną. On juz cie nie kocha on pragnał mnie - dodałam
Gdy poinformowalam o tym Selene co wlasnie mialo niedawno miejsce byla mega z siebie zadowolona.
W sluchawce uslyszalam jedynie dzwiek zakonczenia rozmowy.
Bylam pewna ze malzenstwo Justina to juz przeszlosc. Odlozylam telefon szatyna na miejsce i w tym samym czasie w pokoju ponownie pojawil sie Justin.
- Ktos dzwonil ? - zapytal przeczesujac swoje mokre jeszcze wlosy dlonią.
- Nikt. Tzn reklamy oferowaly jakies tam produkty - odpowiedziałam szybko.
Justin usmiechnał sie i podszedl do szafy aby wyciagnac z niej swoje czyste ciuchy.
Ja w tym czasie wstalam z lozka i podeszlam do niego wtulajac sie w jego plecy.
- Ja zmykam spotkamy sie pozniej ? - zapytalam na co szatyn natychmiast sie odwrocil i pocalowal moje czolo.
- Jasne - odparl.
Pocalowalam namietnie usta szatyna i wyszlam z jego pokoju.
Wiedzialam ze przez caly ten pospiech z odkladaniem telefonu Justina zapomnialam usunac ostatnie polaczenie z listy. Mialam nadzieje ze Justin nie zerknie tam i nie dowie sie ze dzwonila Selena.



środa, 7 września 2016

Rozdział 9 - Czy tatuś nas już nie kocha ?

Selena Bieber

Dziś nadszedł dzien w którym Justin wyjeżdża w trase koncertowa na trzy tygodnie. Gdyby nie fakt ze moj mąż ostatnio mnie zdradził to napewno bym nie chciała aby wyjezdzal ale w takiej sytuacji jest mi to na ręke.
Jego zdrada była najgorszą rzeczą jaką doświadczyłam w życiu. Chciała bym go teraz szczerze nienawidzic ale mimo wszystkiego nadal go kocham.
- Cześć przyszłam po syna - powiedziałam gdy tylko drzwi od domu rodzicow Biebera sie otworzyły. A w nich staneła mama Justina.
- Dzień dobry wejdz - przywitała się.
Weszłam do środka domu i natychmiast skierowałam się do salonu. Miałam nadzieje ze mimo tak wczesnej pory mój kochany łobuziak bedzie tam na mnie czekał ale sie myliłam.
- Gdzie Jexon ? - zapytałam spoglądając  na teściową.
- Selena przeciez jest 7.30 on jeszcze spi - oznajmiła przyglądając Mi sie.
- Wiem ale chce go zabrac aby nie spotkac sie z Justinem - powiedziałam szczerze.
- Chodz porozmawiamy - poprosiła kobieta łapiąc mnie za reke i pociągła mnie w strone kuchni.
Usiadłam przy stole i nerwowo rozglądałam się przez okno i w strone wejscia w obawie ze zobacze w nich meża. Nie wiedziałam czy jest jeszcze u matki czy tez juz wyjechal razem ze swoją kochanką w tą trase.
- Justin już pojechał nie musisz sie tak denerwować - uslyszałam spokojny glos kobiety. Ktora w tym samym czasie postawila dwie filizanki kawy na stoł.
- Dziekuje - powiedziałam upijając łyk kawy.
Miedzy mną a mamą Justina zapadła cisza. Wiedziałam ze nie na długo bo po kobiecie widać bylo ze chce o coś zapytać i ja tylko domyślałam się o co.
- Selena - zaczeła przezco moj wzrok natychmiast skierowałam na nią.
- Ja nie chce usprawiedliwiac Justina ale on Cie kocha - powiedziała smutnym glosem.
A ja w tym momencie czułam ze zaraz wybuchne. Jednak wiedziałam ze musze sie opanowac bo moj synek spi.
- To go nie usprawiedliwiaj Mamo. Zdradzil mnie i to nazywasz miloscią ? - zapytałam ironicznie. Kobieta spojrzała na mnie smutnym wyrazem twarzy.
- On sie pogubil - oznajmiła.
Nie odpowiedziałam nic w tym momencie spojrzałam poraz setny w drzwi wejściowe do kuchni. I ku mojemu zdziwieniu stal w nich szatyn.
- Ide po Jexona - oznajmilam zrywając sie na równe nogi.
- Justin synu co ty tu robisz ? - zapytala jego matka.
- Zapomnialem telefonu - burknał wciąż wpatrzony we mnie.
Ruszyłam z miejsca z zamiarem opuszczenia kuchni nie miałam najmniejszej ochoty spedzic tam ani sekundy dluzej z mezczyzną ktory mnie zdradził. Jednak mijając Justina poczułam silne uciśnięcie dłoni które spowodowało ze stanełam w miejscu.
- Zostaw mnie - burknełam nie patrząc na niego.
- Selena kochanie porozmawiaj ze mną - błagał.
- Nie. Nie mamy o czym rozmawiać. - mruknełam wpatrując się w ściane.
Poczułam meska dłon na swoim policzku ktora sprawiła ze mimowolnie spojrzałam na szatyna a co najgorsze w jego oczy. Które tak kocham.
- Kocham Cie - wyszeptał wpatrując się w moje oczy ktore zaczeły zachodzic lzami.
Boze dlatego on to robi ? Najpierw mnie zdradza z tą glupią suką a teraz smie mówić mi ze mnie kocha.
Normalnie już bym odpowiedziała ze ja jego tez kocham ale nie w tej sytuacji.
- Jej też to mówiłeś ? - zapytałam oschle odwracając ponownie wzrok z szatyna. Nim zdążył odpowiedziec uwolniłam się z jego uscisku i wyszłam z kuchni.
- Porozmawiaj ze mną - powiedział ponownie idąc za mną.
Westchnełam i przewróciłam oczami. Słuchac jednego i tego samego jest irytujące.
- Dobrze. Ale ty mnie posłuchaj. - oznajmiłam odwracając sie w strone szatyna.
- Zdradziłeś mnie i to co zrobiles jest nie wybaczalne. Myslalam ze mnie kochasz i ze tak zostanie bo ja bardzo cie kochalam ale ty to spierdoliłeś - dodałam natychmiast.
- See - zaczał
- Nie przerywaj mi ! - krzyknełam.
- Spierdoliłeś to nieodwracalnie i nie wybaczalnie. Gdy wrocisz z trasy wnosze papiery o rozwod - dodałam poczym ruszyłam do pokoju mojego synka ktory miał urządzony w domu Panstwa Bieber.
- Mamusiu - krzyknął na mój widok.
- Cześć Skarbie - odpowiedziałam podchodząc do chłopca i pocałowałam go w policzek.
- Mamo - wyszeptał z poważną miną.
- Tak ?
- Czy tatuś nas już nie kocha ? Bo słyszałem jak się kłocicie - powiedział.
Słysząc jego słowa moje oczy zaszły lzami. Jak mogłam dopuścić do tego aby Jexon slyszał naszą kłotnie.
- Kłociliśmy się ale to nie znaczy ze tato cie nie kocha - odpowiedziałam szczerze aby uspokoic chłopca.
- To dobrze. Bo ja tez go kocham i nie chce aby nas zostawił - oznajmił wtulając sie w moje ciało.
Te słowa sprawiły ze emocje wzieły góre i czułam jak po moich policzkach spływa slona ciecz.
- Selena może ja go ubiore a ty idz ochlon - uslyszałam kobiecy glos. Odrazu zrobiłam to wyszlam z pokoju nie chcialam aby Jexon widzial jak placze.
Gdy wyszłam z pokoju natychmiast udałam sie do kuchni. Wytarłam slady po lzach z twarzy i nalalam do szklanki wody.  Trzymając w rece szklanke podeszlam do okna. Chcialam sie upewnic czy Justin już pojechał. Moim oczom ukazał sie obraz gdy Cornelia podchodzi do Justina i caluje go w policzek.
- Nie mają wstydu - powiedziałam pod nosem.
Wtedy zauwazyłam ze i bladynka i szatyn spojrzeli sie w okno. W pierwszym momencie chcialam sie schowac ale w pore zrozumiałam ze jest zapozno i bylo by to dziecinne. Wyprostowałam sie i z obojetnym wyrazem twarzy patrzyłam na nich.
Bladynka uśmiechała się głupio. Chciała pokazać ze zwycierzyła odbierając mi miłośc zycia. A szatyn ?
Patrzył na mnie z miną zbitego psa. Wyglądało na to ze gdybym powiedziała slowo on by został. Ale na jego nieszczescie nie zamierzam nic mówić. On dokonał wyboru tego samego dnia co zdradził mnie z Cornelią.
- Mamo jestem już gotowy - usłyszałam dzieciecy glosik.
Odwrocilam się w stronę Jexona ktory już stał ubrany i gotowy do wyjścia. Uśmiechnęłam się na ten widok. Kontem oka zauwazyłam jak samochod Justina odjechał.
- Gdzie jedziemy mamusiu? - zapytał uśmiechając się uroczo.
Mój syn miał tak samo cudowny uśmiech jak i jego ojciec.
- Do Cioci Taylor - odpowiedziałam.
- Spedzimy u niej całe wakacje - dodałam. A na twarzy chłopca widać było radość.
- Super! Lubie ciocie i wujka - krzyknął radośnie. Na co ja i jego babcia sie zaśmiałyśmy. Złapałam Jexona za jego mała dłoń i ruszyliśmy na przedpokoj. Tam chłopiec próbował ubrać sam buty oczewiście nie umiał wiązać sznurowek wiec mu pomogłam. Po chwili chlopczyk pozegnał się ze swoją babcią i ponownie złapał mnie za dłoń.
Otworzyłam drzwi i gdy już miałam wychodzić zwrociłam się do kobiety.
- Prosze nie mów Justinowi gdzie jesteśmy - poprosiłam.
- Ale on i Jexon - wymruczała w nieładzie.
- Z Jexonem bedzie sie widywał na neutralnym gruncie. - oznajmiłam poczym posłałam teściowej wymuszony uśmiech i wyszłam z jej domu.
Opusciłam posesje domu Bieberow i wsiadłam do auta wczesniej najpierw zapiełam w foteliku Jexona.
- To jedziemy do cioci - poinformowałam malca.
- Super - krzyknął unosząc swoje małe raczki w góre.
Odpaliłam silnik i ruszyłam w drogę do Taylor. Rok temu przeprowadzili sie do miasta oddalonego o 100km od nas.
Chciałam zobaczyc sie z przyjaciółka i porozmawiac z nią na temat zaistniałej sytuacji. 




czwartek, 1 września 2016

Rozdział 8 - Przestań Justin masz rodzine..

Justin Bieber

Nie rozumiałem dlaczego Selena sie wyprowadziła. O jakiej zdradzie ona mówiła ? Szczerze nie pamietam praktycznie nic z tamtego wieczoru z Cornelia poza tym ze wypilismy sporą ilość alkoholu.
Gdy Selena opuściła nasz dom postanowiłem szybko porozmawiac z blądynka bo być może opowie mi jak było naprawdę.
Po pięciu minutach stałem przed drzwiami swojej byłej miłości. Po chwili wachania zapukałem.
- Hej Jus - przywitała się blądynka gdy tylko otworzyła drzwi.
- Cześć musimy pogadac - oznajmiłem. Dziewczyna uśmiechneła się i odsuneła się abym mógł przejsc przez drzwi. Bez pytania ruszyłem do salonu a po kilku sekundach dołączyła do mnie Cora.
- Nie myślałam że dziś sie zobaczymy - powiedziała posyłając mi uroczy uśmiech. Tak zawsze Cornelia miała piekny i czarujący uśmiech. Przyznam gdy ją pierwszy raz zobaczyłem kilka lat temu to właśnie jej uśmiech mnie oczarował i sprawił że zakochałem się w niej.
-  Bo nie miałem tego w planach - burknełem mówiąc prawde.
Dziewczyna na moje słowa które najwyraźniej ja zadziwiły spojrzała na mnie pytającym wzrokiem.
- Wiem że rozmawiałaś dziś z Seleną - powiedziałem wyjaśniając poniekąd swój powód przybycia.
- Tak noi ? - zapytała z delikatnym uśmiechem.
- Chciałbym wiedzieć o czym - odpowiedziałem.
- Bo Selena twierdzi ze powiedzialaś jej że miedzy nami coś było - dodałem natychmiast.
Ku mojemu zdziwieniu blądynka parskneła śmiechem.
- Nie powiedzialam tego - oznajmiła z wielkim uśmiechem.
- Ani nie zaprzeczyłam - dodała podchodząc bliżej mnie i zarzucila swoje delikatne kobiece dłonie na moją szyje.
- Nie rozumiem - wyszeptałem. Byłem zdziwiony jej zachowaniem ale z drugiej strony lubiłem jej bliskość.
- Justin czy ty nic nie pamietasz ? - zapytała cicho chichocząc.
Pokreciłem w odpowiedzi przecząco głową spoglądając w jej piwne oczy.
Dziewczyna raptownie wpiła się w moje usta skladając na nich namietny pocałunek. Z trudem powstrzymałem się od udostępnienia jej swojego jezyka.
- Tego też nie pamietasz ? - zadała pytanie odsuwając się po skończonym jednak nie odwzajemnionym pocałunku.
- Cornelia ja mam żone. Co ty robisz ? - zapytałem zaszokowany jej postepami wobec mojej osoby.
Dziewczyna w odpowiedzi posłała mi naburmuszoną minę. I przegryzła seksownie swoją dolną warge.
- Nie rób tak prosze - wyszeptałem prawie w jej usta bo w dalszym ciągu była blisko mnie.
- Dalej Cie to kręci ? - zapytała uśmiechajac się uwodzicielsko. Poczym musneła moje usta.
Tak mimo ze mineło już kilka lat odkąd rozstałem się z Cornelią ona doskonale wie co mnie w niej kreciło. I na moje nie szczeście dalej kręci.
- Kurwa nie moge - wyszeptałem. Mimo ze moje serce mówiło mi abym tego nie robił to rozum i przyjaciel mówili mi co innego.
- Ależ możesz Justin - usłyszałem w odpowiedzi poczym na swojej szyji poczulem mokre pocałunki składane przez Core a jej reka znajdowała się na moim przyjacielu. Z moich ust wydobywało się ciche pomrukiwanie spowodowane przez zadowolenie i chęc piepszenia tej dziewczyny. Nie oceniajcie mnie jestem tylko facetem.
- Przestań Justin masz rodzine - odezwała się moja podświadomość która miala racje powinienem przerwać to wszystko i wyjśc. Ale nim zdążyłem ocucić swój umysł poczułem silne pchnięcie w tył poczym opadłem na kanape która stała zaraz za mną.
Nim zaorjętowałem się co sie dzieje blądynka siedziała na moich kolanach okrakiem i przodem do mnie.
- Piepsz się ze mna - wymruczała blądynka poprzez pocałunki które zaczeła ponownie składać. Byłem tak cholernie podniecony że nie mogłem się powstrzymać. Zachłanie zaczełem odwzajemniac pocałunki Corneli. Moja była miłość doskonale wiedziała jak ma mnie zachęcić do seksu i uwierzcie mi robiła to ze mną kilka razy dzienie i codziennie a seks z nią nie był nudny.
Pod wpływem chwili w jakiej sie znajdowałem pragnełem tylko jednego. Chciałem jej. Jednym zwinnym ruchem ręki pozbyłem się jej sukienki którą dosłownie rozerwałem a moim oczą ukazały się jedrne piersi dziewczyny. A ona sama była tylko teraz w samej bieliznie. Cornelia zaczeła ocierać się swoją kobiecością o mojego przyjaciela a ja z każda chwilą czułem że zaraz eksploduje. Dziewczyna zaczeła odpinać rozporek moich spodni zchodząc z moich kolan i klekając przede mną wyciągneła mojego penisa na wieszch. Spojrzałem na nią i naprawdę chciałem aby jak najszybciej wzieła go do buzi ale wtedy otrzeźwiałem. Nie kontrolowanie odepchnąlem blądynke od siebie i natychmiast wstałem na równe nogi podciągając swoje spodnie.
- Cornelia nie moge..nie powinniśmy - zaczełem tłumacząc dlaczego przerwałem.
- Skończ ! Ona nie zasługuje na Ciebie i odeszła ! - krzykneła wsciekła.
- Ale to jest moja żona i ją kocham - odpowiedziałem szczerze.
- Kochasz ? A przed chwilą chciałeś się ze mną piepszyć ! - prychneła.
Tak chciałem ale nie myślałem trzeźwo i sama ona mnie do tego sprowokowała. Kurwa co ja robie wydawało mi się że moja miłość do żony jest wielka i silna a gdy pojawiła się Cornelia naszły mnie wątpliwości. Przy niej uwielbiam spedzać czas. Lubie gdy jest blisko i gdyby nie Selena to już pierwszego dnia gdy blądynka ponownie pojawiła się w moim życiu to bym ją pierdolił.
Nie odpowiedziałem nic poprostu wyszedłem z salonu kierując się w stronę wyjścia z domu Cornelii.
- Nie zapomnij jutro jedziemy w trase RAZEM - usłyszałem z ust dziewczyny która nałożyła nacisk na ostatnie słowo.
Wyszedłem.
Kompletnie wyleciało mi z głowy że to już jutro udaje się razem z nią w trzytygodniową trasę. Teraz gdy wszystko się wali. Selena odeszła zabierając ze sobą Jexona a ja ? Prawie uprawiałem seks ze swoją byłą narzyczoną mając żone. Jestem jebanym kretynem. Boje się że w ciągu tych kilkunastu dni bedąc tak blisko blądynki ulegne jej i jej wdzieką. Trudno mi się bedzie powstrzymać tym bardziej że ona w dalszym ciągu mnie pociąga. Wchodząc do swojego domu natychmiast skierowałem się do łazienki. Gdzie tam zdjełem z siebie ciuchy i po chwili wszedłem do kabiny odkręcając zimną wode. Miałem nadzieje że lodowata woda pomoże mi dojśc do normalnego stanu umysłu.



piątek, 26 sierpnia 2016

Rozdział 7 - Brzydze się Tobą!

Cornelia Saimon

Właśnie wróciłam do domu z Gran Canari. W porównaniu do Justina ja nie miałam zamiaru wracać pospiesznie do swojego miasta bo księżniczka Selena się zezłościła. Owszem pojechałam tam tylko po to aby spróbować zbliżyć się do Justina. Wiem że jest żonaty i ma synka ale dla mnie to nie problem. Wróciłam do miasta tylko i wyłącznie aby go odzyskać. I dokonam tego za wszelką cene. Namówiłam Scotera aby to mnie wybrał jako suport Justina na najbliższą trase. Podczas tego czasu uwiode Justina i zdobęde jego serce na nowo. A Selenka i jej bachor pójdą w zapomnienie.
Siadziałam na fotelu oglądając jakąś beznadziejną telenowele gdy z zajęcia wyrwał mnie dzwięk mojego telefonu. Wziełam go jak najszybciej i spojrzałam na wyświetlacz. Miałam cichą nadzieje że to Jus jednak moja nadzieja prysła gdy zobaczyłam napis Selena.
- Słucham - powiedziałam natychmiast po odebraniu polączenia.
- Cześć możemy się spotkać ? Teraz musimy pogadać - usłyszałam pewny siebie głos Seleny w słuchawce.
- Jasne , jestem w domu. A coś się stało ? - zapytałam uśmiechając sie szeroko. Doskonale wiedziałam o czym ta idiotka chce gadać.
- Tak ty się stałaś - burkneła i rozłączyła się.
Odłożyłam telefon na stolik i wybuchłam głośnym śmiechem. Czy ta dziewczyna myśli że przyjdzie i powie mi że mam się odczepić od jej męża to to zrobie ? W życiu ona dopiero się przekona do czego jestem zdolna.
Po 10 minutach usłyszałam pukanie do drzwi. Szybkim krokiem podeszłam do nich a następnie otworzyłam je. Przede mną stała brunetka która natychmiast wymineła mnie w drzwiach i weszła do mieszkania zatrzymując się dopiero w salonie. Zamykając drzwi ruszyłam za nią.
- Co sie stało ? - zapytałam udając głupią.
- Czy miedzy wami jest coś ? - zapytała natychmiast posyłając mi złowrogie spojrzenie.
Słysząc jej słowa zaczełam się śmiać. Ale dzieki temu pytaniu wpadł mi genialny pomysł do głowy.
- Co Cie tak do cholery śmieszy ?! - wrzasneła a ja wkońcu przestałam się śmiać.
- Ty - odpowiedziałam krótko.
- Jesteś taka naiwna i głupia że nie sposób się nie śmiać - dodałam uśmiechając się sztucznie.
- Nie interesuje mnie twoja opinia o mnie chce tylko wiedzieć czy tamtej nocy miedzy wami coś było - powiedziała oschle brunetka.
- Powiem Ci tyle..- zaczełam.
- Jesteś głupia jeśli myślałaś że zaprzyjaźniłam się z tobą tylko dlatego że cie lubie - mówiłam spoglądając na Selene która słuchała mnie z uwagą.
- Chciałam się tylko ponownie zbliżyć się do Jusa - skończyłam.
- Jesteś dziwką ! Chcąc zbliżyć się do żonatego faceta ! - krzyknęła w odpowiedzi machając nerwowo rękami.
Na jej słowa parsknełam. Podeszłam bliżej brunetki i stanełam z nią twarzą w twarz.
- Twojemu meżowi to jakoś nie przeszkadza i nie przeszkadzało tamtej nocy - powiedziałam uśmiechając się szeroko.
- Nienawidze Cie ! - wrzasneła i wybiegła z salonu.
Ja stojąc w salonie w dalszym ciągu byłam z siebie dumna że dopiełam swego i ta idiotka uwierzyła mi w to co powiedziałam. Oczewiście że miedzy mną a Justinem nic nie było tamtej nocy. Był pijany ale mimo tego ciągle powtarzał że kocha Selene. Nie przeszkadza mi to bo mam zamiar sprawić że Justin zacznie mnie pragnąć i będzie ze mną i pożuci dla mnie swoją wieśniacką rodzinkę. Taki mężczyzna potrzebuje prawdziwej kobiery a nie takiej kury domowej.

Selena Bieber

Idąc do Cornelii miałam nadzieje że powie mi że miedzy nią a Justinem nic się nie wydarzyło tamtej nocy w hotelu jednak myslilam się. Gdy blądynka wykrzyczała mi w twarz że Justinowi nie przeszkadzało to że ma żone i dziecko miałam już pewność że mnie zdradził. Wybiegając z domu Saimon wiedziałam że nie moge pozostać z Justinem ani chwili dłużej. Wbiegłam do domu nie zwracając uwagi na niego i skierowałam się do sypialni.
- Selena co się dzieje ? - usłyszałam meski głos który należał do mojego męża.
Nie zwracając uwagi na jego obecność wyciągnęłam walizkę spod łóżka i zaczełam pakować swoje rzeczy z szafki.
- Czemu ty się kurwa pakujesz ?! - usłyszałam z ust Justina.
- Selena mówie do Ciebie - dodał a na swojej rece poczułam silne pociągnięcie.
- Nie dotykaj mnie ! Brzydze się tobą ! - wrzasnęłam natychmiast reagując na jego dotyk.
- Co ? - zapytał próbując ponownie ując moje dłonie. Jednak ja odsunełam się na bezpieczną odległość.
- Wszystko już wiem Justin ! - krzyknełam patrząc w oczy mężczyźnie któremu do dziś bezgranicznie ufałam. A teraz brzydze się nim.
- Kurwa o czym ty do cholery mówisz ?! - krzyknął a jego szczeka momentalnie się napieła.
- Jak to szło ? Ah tak ! Ślubuje Ci miłość wierność i uczciwość małżeńską ! - mruknełam przypominając sobie jak Justin składał przysiegę przed bogiem. Poczułam jak moje policzki robią się mokre pod wpływem łez które zaczynały spływać po moich policzkach.
- Przecież ja Cie nie zdradziłem - powiedział stanowczo marszcząc brwi.
- Nie wierze Ci Justin. Cornelia mówiła Mi co innego - oznajmilam kończąc swoje pakowanie.
- Byłaś u niej ? - zapytał zdziwiony.
Milczałam nie miałam ochoty już na jakąkolwiek rozmowe z nim.
- Selena porozmawiajmy - poprosił.
- Możesz mi przysiegnąć że tego nie zrobiłeś ? - zapytałam patrząc wprost jego czekoladowe oczy w których tak uwielbiałam zatapiać swoje spojrzenie.
Twarz szatyna pobladła i on sam wyglądał jakby się nad czymś zastanawiał.
- Tak myślałam - odpowiedziałam biorąc walizkę z łożka z zamiarem opuszczenia sypialni.
- Czekaj, wtedy piliśmy drinki i to dużo później poszliśmy do jej pokoju i..- przerwał.
Spojrzałam pytająco w stronę szatyna.
- I ? - zapytałam.
Szatyn stał i drapał nerwowo się po karku.
- I nie pamiętam co dalej..- powiedział wypuszczając z ust powietrze.
Prychnełam i biorąc walizkę do rąk skierowałam się do wyjścia.
- Chyba cierpisz na demencję - warknełam oschle.
- Jak można kogoś zdradzić i tego nie pamietać - dodałam.
- Selena prosze porozmawiajmy. Nie pamiętam czy cie zdradziłem czy nie. - krzyczał błagalnym tonem.
- Jesteś beznadziejny ! Daj mi spokój po Jexona przyjdę jutro i mam nadzieje że Ciebie u rodziców nie będzie - powiedziałam oschłym tonem i wyszłam.
Słyszałam jeszcze wołanie Justina ale nie miałam najmniejszej ochoty na słuchanie go. Zdradził mnie a dodatku tego nie pamieta. Dla mnie to był już koniec naszego małżeństwa.