czwartek, 6 października 2016

Rozdział 11 - Masz racje..

Selena Bieber

Dziś jest dzien powrotu Justina z trasy koncertowej na ktorej poraz kolejny zdradził mnie z Cornelią.
Jedyny kontakt jaki miałam z Bieberem to jeden sms w ktorym poinformował mnie ze wraca dzisiaj i ze chce spotkac sie z Synem. Zgodzilam sie na spotkanie Jexona z nim poniewaz nie chce aby maly tesknil za ojcem.
- Mamusiu - uslyszalam dzieciency wolajacy glos ktory dobiegal z salonu.
Ruszylam natychmiast z kuchni zabierajac przy tym szklanke z sokiem ktorą natychmiast podalam swojemu synkowi.
- Patrz mamusi tatuś i ciocia ! - krzyknal radosnie patrzac przez okno.
Spojrzalam w strone w ktora wpatrywal sie maly a tam zobaczylam Justina w objeciach blad lafiryndy.
Ich widok razem strasznie mnie boli.
- Czemu tatus przytula ciocie ? - zapytal wpatrujac sie tym razem juz we mnie.
- Ym.. tato zegna sie z ciocia - odpowiedzialam klamiąc. Nie chcialam mieszac Jexona w sprawy doroslych. Nie chce aby narazie wiedzial ze jego ojciec jest skonczonym kretynem i znalazl sobie inna.
Spojrzałam raz jeszcze przez okno tym razem spostrzegłam idacego Justina w strone naszego domu. Chwile pozniej rozlegl sie dzwiek otwierajacych sie drzwi do domu.
- Tatusiu tatusiu wrociles ! - krzyczal maly biegnac w strone przedpokoju.
Ja natomiast usiadłam w salonie i biorac gleboki oddech postanowilam udawac ze nie rusza mnie nic co ma związek z Bieberem.
- Mamo nie przywitasz sie z tatą ? - uslyszalam pytanie z ust synka przez co odrazu odwrocilam wzrok w strone wejscia do salonu. Tam stal Justin trzymając naszego synka na rekach.
- Cześć - wyszeptałam z wymuszonym usmiechem na ustach.
- Cześć kochanie - odpowiedział. A slyszac z jego ust to jak mnie nazwał miałam ochote zacząc krzyczec.
- Jexon synku pojdziesz sie pobawic do pokoju musze porozmawiac z mamusią - odezwal sie Justin kierujac swoje slowa do malego.
Spojrzalam srogo na mezczyzne. Nie mialam ochoty z nim na jakikolwiek rozmawiac.
- A musze ? - zapytal ze smutną miną.
- Tak za chwile do Ciebie przyjde i pobawie sie z Tobą - oznajmil Bieber puszczając syna z rąk. Poczym Jexon pobiegl do swojego pokoju.
Justin usiadł na przeciw mnie na fotelu.
- Nigdy wiecej nie nazwywaj mnie tak - powiedzialam natychmiast nim moj byly maz zdazyl powiedziec cokolwiek.
- Dlaczego ? Przeciez jestes moją zoną ? - zapytal unosząc brew pytająco. Na jego ustach wymalowal sie wielki szyderski usmiech.
Nie odpowiedzialam nic. Stwierdzilam ze odpowiadanie na jego pytanie nie ma sensu.
- Czego chcesz ode mnie ? - zapytalam obojetnym tonem.
- Chce porozmawiac.. musze ci powiedziec o czyms waznym - zaczął a ja przyglądałam sie mu obojetnym wzrokiem.
- To ze sie rozstalismy nie znaczy ze nie bede pomagal ci finansowo czy tez nie bede zajmowal sie Jexonem - dokonczyl. Slyszac jego slowa chcialam wydrapac mu oczy.
- Stop ! - krzyknelam gdy tylko zobaczylam ze Bieber ponownie otwiera usta. Nie chcialam go sluchac dluzej.
- Wsadz sobie swoje pieniadze w dupe Bieber ! - krzyknełam glosno i wyraznie aby zrozumial.
- Jedyne czego chce od Ciebie to rozwodu i tego abys niezaniedbal syna ktory nie jest winien temu ze jego stary ruchal w trasie blad dziwke - dokonczylam dumnie patrzac w oczy szatyna ktore natychmiast pociemnialy.
- Co? Skad to wiesz ? - zapytal zaskoczony.
Na jego pytanie wybuchlam ironicznym smiechem.
- Twoja blad zdzira odebrala twoj telefon i mnie o tym poinformowala - oznajmilam nie dajac poznac po sobie ze ten fakt w dalszym ciagu sprawia mi bol.
- Ona nie jest zdzirą nie masz prawa tak o niej mowic - burknał posylając mi złowrogie spojrzenie.
- Ah no tak .. przepraszam zapomnialam ze ona byla twoja wielką miloscia i w dalszym ciagu nią jest - odburknelam z nadzieja ze moj jeszcze mąz zaprzeczy jednak tak sie nie stało.
Szatyn przybral spietą postawe i spościł wzrok na podloge.
- Masz racje kocham ją - wyszeptal po chwili patrząc na mnie.
Zaniemowiłam. W moich oczach zebraly sie lzy. Nie spodziewalam sie ze tak szybko Justin przestanie mnie kochac. O ile kiedykolwiek mnie kochal.
- Przepraszam - wyszeptal ponownie podchodzac do mnie.
- Zycze szczescia - odpowiedziałam nie patrzac na niego.
Czułam jak dlon szatyna probuje zlapac moja dlon jednak uniemozliwilam mu to. Ruszylam bez slowa z salonu kierujac sie na przedpokoj.
- Synku idziesz bo tato juz musi wyjsc - krzyknelam wolajac jednoczesnie Jexona.
- Przeciez ja moge zostac z nim tutaj - uslyszalam glos Justina a jego osoba stala natychmiast przede mna.
- Nie mozesz tu zostać - wyszeptałam.
Szatyn chciał cos odpowiedziec jednak na cale szczescie tego nie zrobil poniewaz nasz syn stanął przed nami. 
Chwile pozniej Jexon byl gotowy do wyjscia oczewiscie pomoglam mu sie wyszykowac i zabrac do plecaczka jego ulubione zabawki.
- Kocham Cie mamusiu - oznajmil moj synek mocno przytulajac sie do mnie.
- Ja ciebie tez Jexon - odpowiedzialam calujac go w czubek glowy.
- Odprowadze go jutro - poinformowal mnie Justin na co przytaknełam tylko głową. Chwile pozniej obaj wyszli z domu a ja udalam sie do kuchni. Podeszlam do lodowki i wyciagnelam butelke czerwonego wina poczym otworzylam je i postawilam na blacie. Nastepnie wyciagnelam kieliszek przeznaczony do picia wina i ponownie chwytajac butelke z czerwonym trunkiem ruszylam do salonu siadajac na kanapie.
Napelnilam kielkiszek alkoholem i znioslam go ku gorze.
- Za nieudane małzenstwo - powiedzialam sama do siebie poczym wypilam cala zawartosc kieliszka naraz.
Zostalam sama na cale popoludnie i cala noc wiec co mi szkodzi wyplakac sie i wypic cale wino. Tylko to mi teraz pozostalo. W glowie wciaz chuczaly mi slowa wypowiedziane przez Biebera. 
Wciąż ją kocham..



2 komentarze:

  1. Nie wierzę, Justin! Do reszty Cie popierdoliło? Mam nadzieję, że On to przemyśli i jakoś się jeszczę wszystko ułoży i będzie happy end :) Czekam na next i życzę dużo weny ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Genialny ❤❤❤ Justin debilu jak mogles to zrobić? Ona przez cierpi dupku 😭😭😭 oni muszą wrócić do siebie 💞💞💞 życzę dużo weny i czekam na jest 😍😍😍

    OdpowiedzUsuń