wtorek, 16 sierpnia 2016

Rozdział 5 - Jesteś beznadziejny Justin

Selena Bieber

Otworzyłam swoje zaspane oczy i spojrzałam na miejce obok siebie na łóżku gdzie powinien spać mój mąż. Właśnie powinien. Przejechałam dłonią po miejscu aby sprawdzić jak dawno wstał. Ku mojemu zdziwieniu pościel była zimna i wyglądała idealnie więc to potwierdziło tylko to że Biebera nie było całą noc. Usiadłam na łóżku rozglądając sie po sypialni z nadzieją że zobacze jakiś ślad pobytu tutaj męża niestety wszystko wyglądało tak jak wczorajszej nocy gdy kładłam się spać. Przetarłam dłonią twarz i wstałam z łóżka. Wyszłam z sypialni sprawdzając każde pomieszczenie po koleji kuchnia , łazienka , salon z nadzieją że tam spotkam Justina jednak myliłam się. Nigdzie go nie było. Do głowy zaczeły przychodzić mi różne czarne scenarjusze. A to że może go ktoś napad z nadzieją obrobienia go. Albo ktoś go pobił ponieważ go nie lubią. Tak Justin ma nie tylko fanów ale też antyfanów. Mając te wszystkie złe myśli w głowie szybko weszłam do sypialni aby się ubrać i wyjść z pokoju szukać męża. Po 10 minutach byłam już gotowa do wyjścia. Miałam już wychodzić z pokoju gdy usłyszałam dzwonek swojego telefonu. Wyciągnęłam go pośpiesznie z torebki i spojrzałam na wyświetlacz. Dzwonił numer prywatny. W mojej głowie pojawila się myśl że dzwonią ze szpitala w sprawie Justina.
- Halo - powiedziałam niepewnie gdy odebrałam połączenie.
- Mamusiu to ja Jexioń - usłyszałam słodki chłopięcy głosik. Odetchnęłam z ulgą gdy w słychwace usłyszałam głos swojego synka.
- Synku to ty. Co u ciebie skarbie ? - zapytałam starając się brzmieć naturalnie.
- Nic teńśknie zia wami mamusiu - powiedział chłopczyk smutnym głosem.
- My za tobą też kochanie. Ale już niedługo się zobaczymy. Mamusia i Tatuś wracają za dwa dni - powiedziałam uśmiechając się sama do siebie. Tak bardzo tęsknilam za synkiem że mimo iż bardzo podoba mi się tutaj chciałabym już wracać do niego.
- A dzie tatuś ? - zapytał synek.
- Tato się kąpie w łazience - skłamałam. Nie miałam prawa mówić mojemu synkowi że nie wiem gdzie jest jego tato. Nie chciałam go martwić.
- Ahia. Dobzie ja musie juś końcyć bo babcia mnie woja - powiedział pośpiesznie.
- Do zobaczenia synku kocham cie - powiedziałam a w tym samym momencie usłyszałam sygnał zakończonego połączenia.
Po skończonej rozmowie schowałam telefon spowrotem do torebki i wyszłam z pokoju kierując się do windy.
Po 5 minutach byłam na samym dole hotelu. Jedyne co mi przyszło do głowy to iść do recepcji i zapytać tam o Justina.
Jak pomyślałam tak zrobiłam. Po kilku sekundach stałam przy ladzie recepcji na której stała starsza kobieta.
- Witamy w hotelu Plaza w czym mogę pomoć ? - wypowiedziała jakby recytowała wierszyk na pamięć.
- Dzień dobry. Nazywam się Selena Bieber i jestem zameldowana w tym hotelu. - odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
Kobieta patrzyła na mnie uważnie i czekała aż odezwe się ponownie. Własnie problem był w tym że nie wiedziałam jak mam zapytać się o swojego męża. Bo przecież jaka żona nie wie gdzie jest jej mąż?
- Em chciałabym się zapytać..- zaczęłam przerwając swoją wypowiedz i wziełam głeboki oddech.
- Chciałabym się zapytać czy nie wiedziała pani tutaj Pana Biebera ? - dokończyłam spoglądając na kobiete z nadzieją że powie mi gdzie jest mój mąż.
- Przykro mi ale nie widziałam go dziś tutaj. - odpowiedziała.
Odeszłam bez słowa od recepcji kierując się przed siebie. Zupełnie nie wiedziałam gdzie mam teraz szukać. Skierowałam się do windy z zamiarem pojechania do restauracji w której go wczoraj zostawiłam razem z Cornelią.
- Właśnie ! - krzyknęłam gdy dotarło do mnie gdzie mam szukać.
Szybkim krokiem weszłam do windy. Będąc w środku wcisnełam numer piętra na którym swój pokój ma Cora. Będąc na danym piętrze prawie że biegłam do pokoju dziewczyny. Nie pukając wbiegłam do pokoju kierując się do salonu. Tam ujrzałam blądynkę siedzącą na sofie wraz z moim mężem popijających kawe. Ten widok wywołał u mnie natychmiastowe napięcie się wszystkich mięśni. A ja sama czułam że zaraz dostane furii.
- Nie przeszkadzam ! - powiedziałam dość głośno aby zwrócić na siebie ich uwagę bo niestety byli tak zajęci sobą że nie zauważyli mojej obecności.
- O kochanie..cześć - powiedział Justin wstając z sofy i kierując się w moją strone.
- O kochanie cześć ?! Tylko tyle masz mi do powiedzenia ?! - wrzasnełam wymachując przy tym rękami.
Czułam na sobie wzrok dziewczyny jednaj nie miałam ochoty na nią zwracać uwagi.
- Selena przecież ja tylko pije z nią kawę - tłumaczył Justin.
- Całą kurwa noc ! Nie było cie na noc ! - krzyczałam. Na ogół nie przeklinam ale kto normalny w takie sytuacji by nie używał wulgaryzmów.
- Kochanie przepraszam..poszliśmy na drinka i jakoś się zasiedziałem..piliśmy i wspominaliśmy stare dobre czasy - usłyszałam z ust szatyna. Który prawdopodobnie jeszcze do końca nie wytrzeźwiał.
- Świetnie ! Ja się martwiłam ! A ty debilu siedziałeś i wspominałeś sobie stare dobre czasy ! - odpowiedziałam.
- Kochanie nie o to mi chodziło przepraszam - wybełkotał chcąc mnie przytulić. Nie miałam ochoty aby mnie dotykał dlatego zrobiłam krok w tył unikając dotyku.
- A o co ?! Jak ci tak źle i teskno za tym to wróć do swoich dawnych czasów - burknęłam.
- Selena nie dramatyzuj - usłyszałam z ust blądynki.
- Zamknij się ! A tobie nie wstyd zabierać się za żonatego faceta ! - krzyknęłam w stronę dziewczyny którą niegdyś uważałam za przyjaciółkę.
- Kochanie my nic nie zrobiliśmy - usłyszałam głos szatyna. Spojrzałam na niego wrogo powtrzymując się aby nie uderzyć go w twarz.
- Mieliśmy spędzić razem wakacje a ty przesiadujesz pijany ze swoją byłą. Mam dość wracam do domu. Do syna który czeka na mnie. - burknęłam odwracając się napięcie i ruszyłam w stronę drzwi aby wyjść z pokoju w którym nie chciałam ani chwili przebywać.
- Mieliśmy wracać za dwa dni - powiedział szatyn łapiąc mnie za dłoń przez co stanełam w miejscu. Analizowalam jego słowa w myślach z nadzieją że się przesłyszałam. Jednak była to prawda. Chciał zostać tu dwa dni mimo że jestem wściekła za to co zrobił.
- Jesteś beznadziejny Justin - wymruczałam i wyrywając się z jego uścisku opóscilam pokój.
Po 5 minautach byłam w pokoju hotelowym i pakowałam walizkę. Byłam pewna że chce wracać. Wiedziałam że jeśli jest tu Cora te wakacje już nie będą udane. Myślałam że doskonale znam swojego męża. Jednak nie znałam go tak jak myślałam że go znam. Mój własny mąż wolał spędzić noc przy piciu ze swoją ex niż ze mną własną żoną. Nie mam pewności że mnie z nią zdradził ale jeśli się dowiem że tak to będzie koniec naszego małżeństwa. Oboje mówili mi że nic między nimi nie było. I mam nadzieje że mówią prawdę bo mimo wszystko kocham Justina ponad życie. Co nie zmienia faktu że jestem na niego wściekła.
Gdy spakowałam walizki wyszłam z pokoju i udałam się do windy. Następnie przeszłam hol hotelowy i wyszłam przed wielki budynek gdzie czekala na mnie taksówka która między czasie udało mi się zamówić. Ze swoją zdolnością hiszpańskiego nie było to łatwe.
- Na lotnisko - powiedzialam po hiszpańsku z trudnością.
Kierowca taksówki po uprzednim zapakowaniu mojej walizki do bagażnika usiadł na miejsce kierowcy odpalając silnik. Uśmiechnęlam się w duchu bo to znaczyło że mimo mojej fatalnej mowy po hiszpańsku on jednak zrozumiał.






2 komentarze:

  1. Najchętniej rozbiłabym wazon na głowie tej blond żmiji. Jak ona może kraść męża swojej przyjaciółce, zabierając tym samym dziecku ojca? A Justinowi to bym przywaliła w łeb patelnia, żeby się opamiętał. Świetny rozdział. Czekam na next i życzę dużo weny ❤❤❤🌹🌹🌹😍😍😍👑👑👑

    OdpowiedzUsuń
  2. Jezu... Justin, Ty idioto! Znów musiałeś wszytsko spieprzyć. Niech On się opamięta, bo naprawdę nie ręczę za siebie. A o Core to bym udusiła ,podła żmija. Czekam na next i życzę dużo weny na next :*

    OdpowiedzUsuń