poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Rozdział 4 - To miały być nasze wakacje

Selena Bieber

Od pięciu dni razem z Justinem jesteśmy na wakacjach na Gran Canari. Spędzamy ze sobą bardzo dużo czasu. Jest tak jak było zanim zaszłam w ciąże.
Dziś mój mąż wymyślił że idziemy na romantyczną kolację aby uczcić nasz długotrwały związek. Cieszy mnie fakt że mimo tego że Justin na codzień jest artystą to potrafi być jeszcze romantyczny.
- Kochanie gotowa jesteś ? - usłyszałam głos Justina który dobiegał zza drzwi łazienki w której się znajdowałam.
- Jeszcze chwila - odpowiedziałam dość głośno aby usłyszał.
Po kilku minutach skończyłam robić swój makijarz specjalny na tą okazję. Nie codzien chodzę z własnym mężem na kolację a to dlatego że praktycznie ciągle nie ma go w domu. Odkladając szminkę do kosmetyczki ostatni raz przeglądłam się w lustrze. Poczym wyszłam z łazienki. Szukałam wzrokiem Justina który powinien czekać w pokoju jednak go nie było. Westchnęłam głośno.
- Wyglądasz nieziemsko. Warto było czekać - usłyszałam cichy szept przy moim uchu który należał do szatyna. Uśmiechnełam się słysząc jego słowa. Obróciłam się przodem do niego oplatając rękoma jego szyje. Wtedy moim oczom ukazał się szatyn który też wyglądał zjawiskowo. Był ubrany w dopasowany garnitur , włosy miał idealnie postawione na żel. Wyglądał bosko.
- Ty też wyglądasz zjawiskowo kochanie - oznajmiłam delikatnie muskając jego usta.
- Może zostaniemy w pokoju i będziemy się tak podziwiać - zaproponował na co ja zachichotałam.
- Będziemy podziwiać każdą cześć swojego ciała - wyszeptał zjezdzając dłonią po moich plecach zatrzymując ją na pośladku.
- Najpierw obiecałeś mi kolacje - odpowiedziałam odchodząc od Biebera i stając przed drzwiami. Justin już nic nie odpowiedział tylko uśmiechnął się szczerze. Oboje wyszliśmy z pokoju udajac sie do windy.
- Mam nadzieje że restauracja hotelowa będzie dobra - powiedział poprawiając swoją marynarkę.
Po kilku sekundach wyszliśmy z windy udając się do restauracji.
- Witamy Państwa Bieber  - powiedział latynoski kelner kłaniając się w progu restauracji.
- Witam - ukłoniłam się posyłając mężczyźnie serdeczny uśmiech.
- To państwa stolik - wskazał kelner poczym odszedł. Chciałam już sama odsunąć sobie krzesło i usiąść jednak mój mąż zrobił to za mnie.
- Jak gentelmen - wyszeptałam uśmiechając się.
- Dla Ciebie zawsze - odpowiedział poczym sam zajął miejsce przy stoliku.
Po chwili latynoski kelner ponownie zjawił się przy naszym stoliku. Podał nam karty któte natychmiast otworzyliśmy aby zamówić dania. Po około 5 minutach złożyliśmy zamówienie.
- Pięknie tu prawda - powiedziałam rozglądając się po pomieszczeniu.
- Masz rację. Ładnie tu - odpowiedział spoglądając na mnie z uśmiechem.
- Państwa zamówienie - usłyszeliśmy z ust kelnera.
Gdy kelner podał nam nasze dania odszedł a my zaczeliśmy sporzywać dania.
- Muszę przyznać że smaczne mają tu jedzenie - powiedział Justin po kilku minutach gdy akurat skończył jeść swoją porcję.
- Pyszne - odparłam wycierając uchusteczką kąciki ust po skończonym posiłku.
Justin chwycił butelkę czerwonego wina aby napełnić nim dwa kieliszki. Wtedy do moich uszu dotarła dobrze mi znana piosenka.
- Perfect together - wyszeptałam spoglądając na szatyna.
- Pamietasz Kochanie ? - zapytał. Dobrze wiedziałam o czym on mówi. Dokładnie pamiętam wieczór w klubie gdy Justin zaśpiewał dla mnie tą piosenkę wtedy jeszcze nie był znanym piosenkarzem.
- Doskonale pamiętam kochanie - odpowiedziałam.
- Zatańczymy ? - zapytał wyciągając swoją dłoń ku mnie. Bez zastanowienia chwyciłam jego dłoń. Po kilku sekundach oboje byliśmy na małym parkiecie tańcząc wtuleni w swoje objęcia. Chciałam aby ten wieczór nigdy się nie kończył. Niby wszyscy tutaj znali Justina ale nikt nie zakucał nam naszej przestrzeni. Po tańcu ze swoim partnerem wróciliśmy do stolika popijając wino , rozmawiając i wspominając wspólne chwile które miały miejsce podczas naszego związku.

Justin Bieber

Podczas spędzania wieczoru ze swoją ukochaną byłem najszczęśliwszy na świecie. Nikt nam nie przeszkadzał prosząc mnie o autograf mimo że wiedzieli kim jestem. Ludzie tutaj umieli uszanować czyjąś prywatność.
- Hej gołąbeczki ! - usłyszałem damski znajomy głos. Odwróciłem się w stronę skąd dobiegał głos i nie wierzyłem własnym gałką ocznym w to co widze. A mianowicie kogo.
- Cornelia - wyszeptała zdziwiona Selena gdy tylko blądynka znalazła się przy naszym stoliku.
- Cześć co ty tu robisz ? - zapytałem.
- A właśnie przyleciałam i postanowiłam was poszukać bo przecież mówiłeś że spędzacie tutaj wakacje - odpowiedziała a ja poczułem na sobie przeszywające gniewne spojrzenie mojej żony. Selena i Cornelia przyjaźniły się ale najwyraźniej fakt że Cora jest tutaj nie zadowalał mojej żony.
- Miło cie widzieć - powiedziała brunetka z wymuszonym uśmiechem wstając ze swojego miejsca.
- Justin możemy porozmawiać ?  - zapytała natychmiast kierując się w strone wyjścia z restauracji.
- Siadaj zaraz wrócimy - poinformowałem blądynke i ruszyłem do miejsca gdzie czekała na mnie wsciekła żona.
- Co to ma znaczyć ?! - zapytała prawie że krzycząc gdy tylko stanęłem obok niej.
- Kochanie nie wiem co ona tu robi - odpowiedziałem szczerze.
- Nie wiesz ! Przecież ponoć sam jej tu napisałeś że my tu spędzamy wakację ! - powiedziała z wyrzutem.
- Pisałem z nią wczoraj. Bo pytała co u nas. I powiedziałem że jesteśmy na wakacjach ale nie przypuszczałem że przyleci do nas - odpowiedziałem z godnie z prawdą. Pisałem z Cornelią ale nie zapraszałem jej tutaj. I zapomniałem powiedzieć o tym Selenie. A teraz ona będzie myśleć że coś przed nią ukrywam. A tak nie jest.
- Kochanie nie denrwuj się. - poprosiłem przytulając swoją żone do siebie.
- Przecież to twoja przyjaciółka - dodałem. Wtedy moja brunetka odsunęła się ode mnie. W jej oczach zbierały się łzy.
- To miały być nasze wakacje Justin - oznajmiła a po jej policzku splyneły pojedyńcze łzy. Czulem się winny że moja kobieta czuła się zraniona. I było jej przykro. Ale przecież nie chciałem tego.
- Kochanie prosze Cie - poprosiłem chcąc objąc dziewczyne jednak ona odsunęła się unikając zbliżenia.
- Nie Justin. Ja wracam. A ty jak chcesz idz do niej - odpowiedziała poczym pobiegła do windy która akurat zatrzymała się na piętrze. Chciałem ale nie mogłem pobiec za nią. Chociaż by dlatego że muszę uregulować rachunek po kolacji. Gdy wróciłem do stolika jednym gestem dłoni poprosiłem o rachunek.
- Coś się stało ? Gdzie Selena ? - zapytała blądynka.
- Źle się poczuła - skłamałem. Nie chcialem zrobić przykrości Cornelii tym gdybym powiedział jej to co mówiła Selena.
Po chwili zapłacilem rachunek i chciałem wyjść z restauracji. Jednak moja znajoma mnie zatrzymała.
- Ej Justin może pójdziemy na drinka ? - zaproponowała. Nie byłem pewien czy chce iść ale myśl powrotu do pokoju i kłotni ze swoją żoną mnie do tego przekonało.
- Okej ale tylko jednego - odpowiedziałem z uśmiechem. Chciałem dać czas Selenie aby ochłoneła.
- Jasne skarbie - zaśmiała się blądynka i oboje wyszliśmy z restauracji kierując się do hotelowego baru.




2 komentarze:

  1. Genialny rozdział. Justin debilu opamietaj się póki możesz. Masz zarąbistą żonę, po co szukasz innych? Tej Cornelii to bym włosy powyrywała. Jak można startować do żonatego mężczyzny. A on zamiast iść do przyjaciółki powinien pójść z żoną. Świetny rozdział. Czekam na next i życzę dużo weny 😍❤🌹👑

    OdpowiedzUsuń
  2. To się źle skończy :( Mam nadzieję, że Justin nie zrobi czegoś co by żałował. Są z Seleną wspaniałą parą, więc nie mogą się rostać! Czekam na next i życzę dużo weny :**

    OdpowiedzUsuń